Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

Posts tagged ‘przyjaźń’

MOJE RELACJE Z WYŻSZYMI ISTOTAMI

Bardzo często korzystam z mądrości zapisanych w Biblii. Biblia jest dla mnie, jak dotąd, najlepszym spisanym doświadczeniem, ludzką próbą poznania tzw. Boga. Biblia zawiera mnóstwo jawnych błędów, łatwo ją podważyć i obalić, ale po co, co to da dla wolności osobistej.

Wielu uważa Biblię za świętość, a tak naprawdę traktują ją jako fetysz lub totem. Tracą w ten sposób możliwość ujrzenia osobistego doświadczenia częściowego odkrywania Boga przez autorów Biblii. Znam ludzi, którzy uważają siebie za nowonarodzone, zbawione przez Jezusa, osoby, a uprawiają czary chociażby przez to, że otwierają Biblię gdzie popadnie i w ten sposób wierzą, że Bóg do nich przemówi. Taki stosunek wypływa z lenistwa, niechęci podjęcia wysiłku nawiązania kontaktu z Bogiem lub niewiary w swoje możliwości nawiązania takiego kontaktu, zniechęcają się sami i wolą uprawiać loterię. Nie chce im się szukać uczciwie kontaktu z Bogiem, więc znajdują substytuty takiego kontaktu i nie wahają się wkraczać na tzw. ścieżki czarów.
Znam pastora, który uważa, że jeśli ktoś o nim i jego kościele coś złego powie, to spotka tego kogoś kara z niebios. Drwię sobie z takiego podejścia, nacechowanego magią i fetyszyzmem.

Wielu uległo wierze, że są w jakiś sposób faworyzowani przez niebiosa i dzięki temu mogą czuć się lepiej niż inni. Ci sami tzw. wierzący, opierający się na Biblii, kompletnie zapominają, że:

Dz. Apostolskie 10:34, Biblia Warszawska
Piotr zaś otworzył usta i rzekł: Teraz pojmuję naprawdę, że Bóg nie ma względu na osobę,
10:35 Lecz w każdym narodzie miły mu jest ten, kto się go boi i sprawiedliwie postępuje.

Są tacy i będą, co uważają, że jak coś robią tzw. dla Boga to zjednują go sobie.
Dlatego wymyślają sobie jakieś cierpienia fizyczne aż do krwi, jakieś pokuty, kary, odmawianie wielokrotne formułek modlitewnych, tworzą jakieś figury czy obrazy, dają pieniądze na cele tzw. zbożne itp. itd., i uważają, że dzięki temu mają przychylność niebios.
To nic innego jak próba przekupstwa, na Ziemi wg prawa ludzkiego łapówki, a nawet już próby przekupstwa są karane.
Są tacy, co uważają, że jak robią tzw. cuda, znaki czy wypędzają demony to znaczy, że mają przychylność niebios i tą fałszywą, złudną nadzieją żyją i tracą dystans do siebie, i wynoszą się ponad innych ludzi.
Jezus Chrystus, będąc na Ziemi, widział takie zabiegi i przewidział ewolucję próby przekupstwa Boga i Jego samego, opowiadając jak to będzie na ostatecznym rozliczeniu z powierzonego życia. Mamy to tak zapisane:

Ew. Mateusza 7:22, Biblia Warszawska
W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów?
7:23  A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.

Coś im się chyba pomyliło w wartościach.
Jednak oni na serio wierzyli, że wypędzanie demonów, prorokowanie i czynienie cudów daje im pewne miejsce w niebie.
Jezus jednak ucina szybko ich mniemania i mówi, że nigdy się nie znali, że ich nigdy nie znał.
Czyli ich system wartości był bezwartościowy w oczach Jezusa. Więcej, uznał on ich za czyniących bezprawie.
No i wchodzimy na teren praw i zasad niebios. Nieraz pisałem już, że:

Ks. Izajasza 55:9, Biblia Warszawska
Lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze.

Spotykam wielu tzw. chrześcijan, żyjących w złudzie współpracy z Bogiem, i mówię im to, co mi właśnie mówią istoty tych właśnie niebios, i często są to odmienne sposoby myślenia i systemy wartości niż preferują te osoby.
Pewna kobieta, nie mogąc zdobyć argumenty na przekonanie mnie, a posługiwałem się prawdą, logiką i zwykłą mądrością, ona, nie mogąc mnie przekonać, powiedziała, a raczej mi zagroziła: „Musisz wiedzieć, że ja mam ducha proroczego i pełnię służbę proroczą, i powinieneś mieć do mnie inny stosunek”.
Kiedy to usłyszałem, powiedziałem z pełną świadomością sytuacji i stanu duchowego tej osoby, powiedziałem: „Drwię sobie z twego daru proroczego. Wmówiłaś sobie bzdury i tracisz czas na życie w utopii.”
Im więcej mam osobistego kontaktu z istotami niebios, tym więcej widzę ich tok myślenia i widzę, że ich system wartości jest kompletnie inny niż nasz ludzki. Z tego powodu tzw. aniołowie unikają bezpośrednich kontaktów z ludźmi i raczej działają w ukryciu. Zresztą ten sposób postępowania przenosi się na Ziemię i my też unikamy kontaktu z pewnymi kręgami ludzi o odmiennych sposobach myślenia np: tzw. alkoholicy są omijani przez tzw. kulturalnych ludzi.
Więcej, stosunek ludzi do aniołów i istot duchowych, nadziemskich władz i zwierzchności Jezusa Chrystusa oraz Boga jest tak fatalny, nacechowany strachem, prymitywnym czczeniem, że nie dziwię się, że Bóg, Jezus i cała Jego świta działają w ukryciu. Chociaż nie muszą się kryć.
Ludzkość zaślepiają powyższe prymitywne sposoby myślenia i wiele innych.
Nasz system wartości nie pozwala nam ujrzeć świat duchowy takim, jaki on jest.
Są ludzie, którzy chcą być prorokami, cudotwórcami, słyszeć głosy, mieć wizje, widzieć aniołów itp., ponieważ tak naprawdę jest to pragnienie ich pychy i żądzy dominacji nad innymi oraz wynika z próżności.
Tacy na pewno nie ujrzą niebios. Ich pragnienia nie są nacechowane szczerą chęcią dążenia do doskonałości.
Trzeba być czystym od tak niskich pobudek, a czyści widzą nawet Boga.

Ew. Mateusza 5:8, Biblia Warszawska
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Wiem o czym mówię, ponieważ sam żyłem kiedyś w takiej utopii. Miałem wyprany mózg wg zbiorowej kościelnej hipnozy, głoszącej dezorientujące informacje na temat Boga i duchowości.
Wpadłem w ogromne problemy i przez cierpienie otworzyło się moje ucho. Dzisiaj widzę, że ci, co nie cierpieli ani nie cierpią stają się fanatycznymi obrońcami mitów, magii, fetyszy, obłudy i hipokryzji, ubranymi w płaszcz chrześcijaństwa.

Ks. Joba 36:15, Biblia Warszawska
On wybawia cierpiącego przez jego cierpienie i otwiera jego ucho przez utrapienie.

W przeciągu jakiegoś czasu dużo pojąłem i zrozumiałem. Oddzieliłem się od wiedzy tłumu i zacząłem słuchać indywidualnie cichych szeptów w mojej głowie. Im więcej słuchałem i skupiałem uwagę, tym bardziej, coraz wyraźniej, słyszałem ten głos, który mnie edukował. Im bardziej szedłem za tą edukacją i stosowałem ją w praktyce, tym bardziej zacząłem widzieć otaczający nas, niewidzialny dla rzesz, świat, tak potężny i wielki, aż oszałamiający. Z początku zacząłem poznawać pojedyncze istoty, potem coraz więcej. Pokazywały mi swój świat, ich systemy wartości. My i oni używamy tych samych słów, ale dla nich, w praktyce, znaczą one co innego. Przykładowo, ich czczenie Boga w niczym nie przypomina naszego. Z czasem nauczyli mnie normalnej, spokojnej relacji z nimi, wolnej od bałwochwalczej czci i jakiegokolwiek przejawu zachwytu religijnego. Pouczyli mnie, że ich nie da się oszukać i oni widzą kto jak ich traktuje.
Nauczyli mnie o tzw. kodach dostępu. Po stosunku do nich wiedzą czy udzielić i jak człowiekowi pomocy lub wiedzy, by mu pomóc. Często pomagają w ukryciu. Jest to niezdrowa relacja. Jednak wiedzą, że gdyby ludzie ich ujrzeli, to wpadliby w złą cześć itp., a to jest uznawane w niebiosach za objaw obrazy i ignorancji duchowej, świadczy o ślepocie duchowej, nędzy ducha oraz braku świadomości.
Im wyższe poziomy duchowe osiągamy, tym więcej widzimy i więcej nam się objawia i pokazuje, ponieważ można nam zaufać, że nie zeżre to pycha, zarozumiałość lub chęć wywyższania się nad innymi ludźmi. Ponieważ ludzie, będący na wyższym poziomie duchowym, posiadający część kultury niebios, gardzą takimi cenionymi i podziwianymi w świecie cechami tzw. duchowości.
Mógłbym pisać wiele na ten temat, ale tyle wystarczy.
Miałem w ostatnim tygodniu w firmie zdarzenie, gdzie wyraźnie zaingerowały istoty niebios i dzięki temu nie straciliśmy kilkuset tysięcy. Żyłem nieświadomy, że za 3 dni stracę znaczną sumę pieniędzy. Po prostu wyższe istoty nic mi nie powiedziały, tylko natchnęły przedstawicieli prawa do kontaktu ze mną i rozmowy. Ci przedstawiciele prawa zrobili coś, co nie musieli robić. W ogóle rozmowa ich była pełna spokoju i jakby narady z nami. Przedstawiono mi wszystko, jak w świetle prawa wygląda nasza sytuacja i co należy zrobić. Zastosowaliśmy się do wskazówek. Przecież mogli mi nie pomagać. W firmie byliśmy świadomi, że niebiosa nam pomogły. Widziałem te istoty, mówiły mi co radzą, byśmy zrobili. Nie padłem na kolana, ani nie przejawiłem jakiegokolwiek zachwytu czy formy czci wobec tych istot. Jestem świadomy, że byłaby to ostatnia pomoc. Oni nie znoszą takiego ich traktowania, które dowodzi, że ten, kto tak ich traktuje, nie jest „godzien” kontaktu z nimi. „Godzien” oznacza gotowy, pełnoprawny, świadomy, wyedukowany, właściwie reagujący. To tak samo, jak ktoś, kto zda egzaminy na prawo jazdy i otrzymuje prawo jazdy oznacza, że jest „godny”, by jeździć pełnoprawnie po drogach, bo zna przepisy, odpowiednio reaguje na bieżącą sytuację na drodze itp. itd.
Tego samego dnia miałem następną nie oczekiwaną pomoc w bardzo prozaicznej sprawie.
Lubię dla relaksu wykonywać jakieś użyteczne przedmioty. Od kilku dni przerabiałem meble kuchenne. Tego wieczoru, w trakcie przeróbki, poczułem obecność obok siebie istoty, która telepatycznie powiedziała mi: „Nie zakładaj drugiego amortyzatora, spróbuj na jednym i to od strony okna, bo jak się okaże, że uznasz, że jeden wystarczy, to lepiej lewą stronę mieć wolną od amortyzatora, ponieważ twoja żona będzie miała łatwiejszy dostęp do przedmiotów w tej szafce”.
I rzeczywiście rada okazała się pomocna. Szafka działa na jednym amortyzatorze doskonale i to od strony okna.
Mieliśmy z żoną obchodzić jej imieniny, ale tego dnia nie miałem czasu z powodu natłoku zajęć w pracy. Wytworzyło się napięcie i doszło do nieporozumienia. Imieniny mieliśmy obchodzić w środę, ja z natłoku zajęć w pracy chciałem przełożyć je na piątek, ale ponoć w piątek miały nadejść nad Polskę deszcze, a żona chciała w słoneczny dzień urządzić imieniny. Nie udało się. Wytworzyło się napięcie emocjonalne i niebiosa super je rozładowały. W trakcie intensywnej rozmowy z żoną usłyszałem: „to my też przyłączamy się do tych imienin i jak chcesz, to poproś, a na twoją prośbę zmienimy pogodę”.
Poprosiłem i usłyszałem: „no to załatwione, do końca weekendu będziecie mieli słoneczną pogodę i przy tym inni skorzystają. To jest taka nasza zrzutka, prezent na imieniny”.
Tak mam co chwilę. Nie uważam się za jakiegoś wybrańca czy szczęściarza. Nie ma nic za darmo: co człowiek sieje, to żąć będzie. Ja sieję szczerość i gardzę niskimi pobudkami. Nie uznaję się ani za proroka ani za jakiegoś uprzywilejowanego człowieka. Jestem świadomy tego, że mam kontakt, bo świadomie spełniam pewne warunki. Pomoc niebios nie wzbudza we mnie jakiegokolwiek nadmiernego szacunku czy czci wobec tych istot. Po prostu jestem świadomy, że są to istoty stojące na wyższym poziomie wiedzy i techniki niż my ludzie. Ich zadaniem i funkcją jest pomaganie nam i podnoszenie naszej świadomości indywidualnej i zbiorowej na coraz to wyższe poziomy duchowej doskonałości. Nie dobrze jest ich poniżać ani też wywyższać. Po prostu podejdźmy do nich z życzliwością, bez nadmiernego szacunku, a nawiąże się świetna relacja z tymi fantastycznie myślącymi istotami, bardzo radosnymi i posiadającymi świetne poczucie humoru. Sam tego doświadczyłem i doświadczam. Ich poczucie humoru jest pełne radosnej mądrości. Oni sami z siebie potrafią żartować i mają do siebie zdrowy dystans. Sami mówią, że: „nadmierne mniemanie o sobie szkodzi i prowadzi na manowce. Pamiętaj, byś zawsze miał do siebie dystans.”

To interpretacje kościelne stworzyły nieuczciwy i fałszywy obraz tych istot.
Kto uwolni się od poglądów mas, chrześcijańskich poglądów, ten będzie gotowy widzieć więcej i rozpocznie fascynującą przygodę przyjaźni z wyższymi istotami, które bardzo nas lubią i ubolewają nad naszą dezorientacją duchową, ale nie wolno im nic na siłę robić z człowiekiem.

Reklamy

WIELKI CZŁOWIEK

Kilka lat temu towarzysząca mi istota światła powiedziała, że wszystkie przypowieści zapisane w Biblii, jakie Jezus Chrystus przedstawiał, są autentycznymi zdarzeniami.
Jezus mówił o marnotrawnym synu, o władcy zapraszającym na wesele, o zarządcy majątku, o Panu majątku itp. itd. Zawsze myślałem, że są to wymyślone na poczekaniu opowieści, by barwniej przedstawić jakieś prawdy duchowe i wysokie wartości. Jednak mój towarzysz powiedział mi, że te sytuacje wydarzyły się naprawdę. Zwrócił mi uwagę na wypowiedzi Jezusa: „a był pewien …” i powiedział mi, że Jezus w ten sposób mówił o autentycznych zdarzeniach z minionych czasów. Jezus, jako istota żyjąca nawet przed założeniem światów, widział wszystko co się dzieje i mógł swobodnie dobierać do swoich kazań przebyte doświadczenia mieszkańców innych światów. To my ludzie nadaliśmy tym opowieściom charakter wymyślonych przypowieści. A te zdarzenia wydarzyły się na różnych światach rozwojowych, jakie zostały stworzone w celu edukacji synów Boga.
Na wielu światach panuje ten sam schemat, wzorce życia. Mieszkańcy tych światów nieznacznie różnią się od nas. Są światy, gdzie te różnice są znacznie większe. Praktycznie wszystkie zaczerpnięte opowieści wydarzyły się na innych światach podobnych do nas, przechodzących podobną drogę rozwoju, jaką my przechodzimy.
Tak samo większość psalmów, zapisanych w Biblii, przypisywanych Dawidowi, tak naprawdę jest pochodzenia pozaziemskiego. Pochodzą z innych planet rozwojowych i są wynikiem doświadczeń duchowych ówczesnych mieszkańców tych światów. Zostały spisane i we wczesnych dziejach człowieka przekazane jako wzorzec nauk moralnych i duchowych. Po upadku Adama i Ewy przetrwały w rozproszeniu w wielu kulturach ludzkich. W pewnym okresie zostały zebrane i dołączone do psalmów, jakie autentycznie napisał Dawid, i w ten sposób te psalmy, mówiące o zmaganiach istot z innych światów i ich zaufaniu do Boga, zostały przypisane Dawidowi jako jego doświadczenie.

Piszę o tym, ponieważ kilka dni temu mój towarzysz z wyższego świata opowiedział mi autentyczną historię człowieka z innego świata, stojącego na znacznie wyższym poziomie moralnym, intelektualnym, umysłowym, naukowym, technicznym, wyższym niż nasz ziemski. My dopiero zmierzamy do doskonałości umysłowej, duchowej i technicznej. Na innym świecie, wyższym duchowo i materialnie, społeczeństwo zajmowało się dziedzinami życia, jakie w ogóle u nas nie funkcjonują. Technika stała tam na bardzo wysokim poziomie. Medycyna była tylko profilaktyką na wypadek nieznanych do tej pory wydarzeń lub zagrożeń ze strony kosmosu.
Ludzkość pokonała już dawno ciemną jaźń.
Był człowiek, uznawany za bardzo bystrego, błyskotliwego i pojętnego. Miał unikatowy kontakt z Duchem Boga. Ten Duch wyszkolił go w osobistym nauczaniu. Możliwe to było dlatego, że człowiek ten miał wypracowane do perfekcji zmysły fizyczne i duchowe.
Pozbył się już w całości swego ego. Obca mu była pycha, duma, zazdrość, gniew itp.
Był okazem idealnego zespolenia z Duchem Boga.
Między nim a Bogiem była więź przyjaźni bezwarunkowej.
Gdyby ten człowiek zetknął się z naszym sposobem myślenia, to uznałby nas za barbarzyńców, a naszą wiarę w Boga za bluźnierstwo Ojcu Najwyższemu.
W swoim świecie nie był jedyny. Cały świat cechował się wysokim poziomem uduchowienia pomimo, że ten świat był materialnym światem. Można było zginąć lub umrzeć ze starości.
Człowiek ten miał żonę i dwoje dzieci.
Nieziemsko kochał swoją żonę.
Razem tworzyli idealną parę.
Rozumieli się bez słów.
Mieli swoje ulubione zajęcia, które z pasją robili razem.
Mieli swoje ulubione żarty, gesty, zachowania, gry.
Bardzo lubili uprawiać seks.
Obydwoje znali się doskonale i wiedzieli jak sprawić sobie rozkosz w seksie.
Byli różnorodni, ale równoprawni.
Tworzyli doskonałą parę.
My powiedzielibyśmy, że kochali się nad życie.
Cieszyli się, że są razem i razem czcili przez prawdę i życie Boga Światów, Ojca Uniwersalnego.
Podróżowali swoim środkiem transportu i doszło do wypadku.
On przeżył, żona została rozerwana na strzępy, a dzieci zmiażdżone w pojeździe.
On oglądał do końca skutki wypadku, miał świadomość. Widział swoją żonę w kawałkach i zmiażdżone dzieci.
Jego oczy oglądały koniec świata, jaki miłował.
Cywilizacja, w której żył, nigdy nie wpadała w histerię ani żal, jeśli wydarzyła się jakaś tragedia.
Wszyscy uznawali, że stało się i już.
Nikogo nie obarczano winą.
Jak zwykle szczerze oddano chwałę i cześć Bogu Uniwersalnemu.
Podziękował Bogu za te wspaniałe chwile ze swoją rodziną. Cieszył się przed Bogiem, że kiedyś spotka ich znowu. Uszanował i zaakceptował bez zmrużenia oka wolę Ojca Boga.
Jego dusza była wolna od jakiegokolwiek żalu. Nie płakał, bo nawet mu się nie chciało, bo w standardzie tej cywilizacji było przyjmowanie z pokorą i radością wszelkich niepowodzeń i nieszczęść.
Cywilizacja bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że nic się nie dzieje bez woli Boga.
Jezus, będąc na Ziemi, mówił tak i mamy to zapisane w:

Ew. Mateusza 10:29, Biblia Warszawska
Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego.

Pracował w jakimś dziale swojej planety, który prowadził jakieś badania kosmosu.
Jego rodacy zamierzali zbadać pewien niezbadany do tej pory sektor kosmosu.
Zadanie było przeznaczone tylko dla jednego człowieka.
Zgłosił się na odległą samotną misję.
Poleciał samotnie w głąb kosmosu, w sektor do tej pory niezbadany.
Wylądował na pierwszej wyznaczonej planecie. Wykonał jakieś prace i został skierowany na następne planety. I tak, planeta po planecie, zbliżał się do obrzeży wyznaczonego sektora.
Cały czas utrzymywał ścisły kontakt ze swoją macierzystą planetą i zespołem, który monitorował jego pracę.
Skończył swoją pracę i już miał wracać, ale w międzyczasie dostał polecenie jeszcze jednego lotu na oddaloną, słabo widoczną planetę.
Wylądował na tej planecie i przystąpił do rutynowych badań.
Jego towarzysze, poprzez swoją zaawansowaną technikę, odkryli życie na tej planecie i polecili mu je zbadać.
Okazało się szybko, że mieszkają tam prymitywne istoty nie mówiące, tylko bełkoczące coś w stylu naszych jaskiniowców.
Zstąpił do tych ludzi.
Porobił badania, zapiski. Zarejestrował dane i przesłał wszystko na swoją planetę.
Kiedy już miał wracać, ktoś na jego planecie przejrzał świeżo przysłany raport i polecił mu zbadać pewną wioskę niedaleko jego obecnego położenia.
Poszedł do wioski, dokonał pomiarów jakiegoś wzniesienia o dziwnej energii i już miał wracać, kiedy odwrócił się i zobaczył tubylców jak mu się przyglądają z zaciekawieniem.
Jedyna droga powrotu wiodła przez centrum wsi.
Odwrócił się i w milczeniu poszedł do wsi, by przejść przez nią.
Od czasu śmierci jego żony i dzieci nie gościł na jego twarzy uśmiech.
Nie kusił go żal, daleki był od wściekłości, ale i nie był zbyt rozmowny i wesoły.
Kiedy tak szedł w ciszy i spokoju przez wieś, nagle znieruchomiał.
Jego ciało przeszył dreszcz nie spotykanych do tej pory emocji.
Oto w tłumie tych brudnych tubylców stała kobieta, wyglądająca identycznie jak jego żona.
Była tylko brudna, ubrana w łachy ze skóry, miała potargane włosy i śmierdziała.
Wszystko inne się zgadzało w 100%. Wzrost, kształt ciała, rozmiar. Te same nogi, ręce, twarz. Te same piękne oczy. Jego uczucia wybuchły jak kwiatki na wiosnę, jak nagły wybuch wulkanu.
Pomyślał sobie:
„oto moja żona, znalazłem ją na innym świecie, dostaliśmy jeszcze jedną szansę”.
Uznał, że Bóg mu dał jeszcze jedną szansę.
Z tego zachwytu przestał racjonalnie myśleć.
Jego serce było pełne nadziei, marzeń. Już widział jak wraca przez kosmos ze swoją żoną.
Cywilizacja ta wierzyła w życie po życiu, tak samo jak my ludzie wierzymy, że będziemy żyć w następnym, wyższym świecie, bardziej doskonałym.
Tak wielki wybuch nadziei, marzeń i planów spowodował, że człowiek ten był szczęśliwy, a chemia rozkoszy jego organizmu osiągała wysoki poziom.
Z tego szczęścia przerwał misję i nie odpowiadał na wezwania swoich rodaków.
Następne dni spędził na próbach nawiązania kontaktu z kobietą.
Dzień po dniu rozczarowywał się i dzień po dniu spadał mu poziom ekscytacji.
Wieczorem każdego dnia był już podłamany, ale tuż przed snem, jak każdego wieczoru, nachodziły go pozytywne myśli i nadzieje, że następny dzień przyniesie nowe możliwości nawiązania kontaktu z tą kobietą, i obudzi w niej jego żonę. Okazało się do tej pory, że kobieta nie rozumiała jego języka. To go jednak nie zniechęciło i zaczął pokazywać jej ulubione miny i gesty, charakterystyczne dla niego i jego żony, z jego macierzystej planety. Kobieta stała niewzruszona. Oglądając te jego zabiegi, raz się śmiała, raz wydawała dzikie dźwięki. Dla niego był to przerażający widok. Kobieta o ciele jego żony zachowywała się jak szalona. Codziennie podejmował nowe próby i codziennie się podłamywał, i tracił nadzieję, a wieczorem analizował wszystko, i od nowa nabywał nadzieję na następny dzień.
Pokazywał jej gesty, zajęcia, wypowiadał ich wspólne żarty, ulubione wspólne oglądanie zachodów i wschodów słońca, zabawy. Nic nie skutkowało. Cały czas wierzył, że jest to jego żona, przeniesiona na odległą planetę, a jemu została dana szansa odnalezienia jej. Ostatnia nadzieja, jaka mu pozostała, to seks. Postanowił, że obudzi w niej pamięć poprzez ulubiony specyficzny seks, jaki uprawiali z żoną na swojej planecie. Jednak ta kobieta nie rozumiała, czego chciał od niej. Dotykał ją tak, jak pieścił swoją żonę, a ta kobieta, o ciele jego żony, albo się śmiała albo porykiwała. Ona nie rozumiała o co chodzi. Razem z żoną mieli swoją ulubioną pozycję do kochania i kiedy, po kilku zabiegach, on przyjął tą pozycję i na siłę przystosował do niej tą kobietę, ona zachowywała się jakby pierwszy raz w życiu jej się to przydarzyło, w ten sposób uprawiać seks, i pojęła o co chodzi, i wtedy ona przyjęła pozycję, w jakiej prymitywne ludy odbywali stosunek i do jakiej ona była przyzwyczajona, i tylko taką znała.
Mężczyzna spojrzał na nią, jak przyjęła tą pozycję, jak zaczęła porykiwać i się trząść, i pojął, że to już koniec.
Wstał, otrząsnął się.
Zgasła w nim wszelka nadzieja na obudzenie w tej kobiecie jego żony.
Stał smutny i zamyślony. Już nie miał cienia nadziei. Wszystkie marzenia opadły.
Oddalił się od wioski i poszedł do swojego pojazdu, nawiązał przerwany kontakt, przeprosił za to, że zostawił przez ostatnie dni swój zespół bez kontaktu z jego strony i zgłosił gotowość do powrotu.
Podziękował Bogu za możliwość ujrzenia identycznego ciała, jakie miała jego żona.
Nie było w nim ani krzty żalu, złości na Boga. My na naszym poziomie byśmy od razu powiedzieli, że los z nas sobie drwi, że Bóg jest mściwy i niedobry. On uznał, że Bóg poprzez swoje sługi zaaranżował całe te zdarzenie. Jednak ani go nie kusiło wypowiedzieć chociaż jedno słowo żalu, czy groźby pod adresem wyższych istot, w jakie jego cywilizacja wierzyła, że są nad nimi i ich edukują do lepszego świata.
Całe zdarzenie przyjął z wielką pokorą. Wrócił na swoją planetę częściowo odmieniony. Z jakiegoś powodu był teraz bardziej radosny.
Nigdy nie opowiedział nikomu o tym zdarzeniu.
Wszyscy jego znajomi zastanawiali się, jak bardzo pozytywnie odmieniła go ta misja.
Nikomu nie opowiedział o tym zdarzeniu, jednak towarzyszące mu niewidzialne istoty duchowe zarejestrowały całe to zdarzenie i rejestr umieściły w sieci Ducha.

Dlatego towarzysząca mi istota, mająca dostęp do tych kronik, mogła mi to opowiedzieć jako przykład wielkości, jaką może osiągnąć człowiek.
Był to już najwyższy, doskonały poziom rozwoju zaufania i wiary w Boga.
Wyższe istoty zaaranżowały takie zdarzenie, wyglądające okrutnie, ale był to bardzo realny test, sprawdzający czy jaźń ciemna tli się lub jest zahibernowana w tym człowieku i czeka na dogodną sytuację, by zaistnieć, czy raczej jest on wolny od ułudy jaźni, która w takiej chwili narzeka, wścieka się lub udaje pokorę, a potem wybucha gniewem, krzyczy, że jej zrobiono krzywdę i drwi się z niej, a potem na przemian korzy się i błaga o litość i pomoc, a kiedy nie dostaje, to wpada w furię i przeklina co się da, i tak w koło.
Zrozumiałem, takie sceny konwulsji jaźni widzę w naszej telewizji i w życiu codziennym.
Niewidzialna istota, duch, który mieszka w wielu sercach ludzkich, steruje reakcjami nieuświadomionych umysłów. Jednak uświadomienie to nie wszystko, musi być przewodnictwo Ducha Boga i to On uświadamia, i trwale zmienia osobowość ludzką, ale jest to praca obustronna, człowieka i Ducha.

Człowiek ten przedstawiał wysoki poziom duchowego wykształcenia i trwałej osobowości, nawet w obliczu tak ciężkich doświadczeń.
Dla nas wielcy to ci, co robią coś niespotykanego, jakieś pokazy, demonstracje uzdolnień lub bogaci, albo politycy itp.
W światach wyższych wielcy to ci, co to, co mówią, to robią i panują nad sobą.

Przypowieści Salomona 16:32, Biblia Warszawska
Więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta.

Ew. Mateusza 5:19, Biblia Warszawska
a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios.

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: