Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

Posts tagged ‘misja’

WIELKI CZŁOWIEK

Kilka lat temu towarzysząca mi istota światła powiedziała, że wszystkie przypowieści zapisane w Biblii, jakie Jezus Chrystus przedstawiał, są autentycznymi zdarzeniami.
Jezus mówił o marnotrawnym synu, o władcy zapraszającym na wesele, o zarządcy majątku, o Panu majątku itp. itd. Zawsze myślałem, że są to wymyślone na poczekaniu opowieści, by barwniej przedstawić jakieś prawdy duchowe i wysokie wartości. Jednak mój towarzysz powiedział mi, że te sytuacje wydarzyły się naprawdę. Zwrócił mi uwagę na wypowiedzi Jezusa: „a był pewien …” i powiedział mi, że Jezus w ten sposób mówił o autentycznych zdarzeniach z minionych czasów. Jezus, jako istota żyjąca nawet przed założeniem światów, widział wszystko co się dzieje i mógł swobodnie dobierać do swoich kazań przebyte doświadczenia mieszkańców innych światów. To my ludzie nadaliśmy tym opowieściom charakter wymyślonych przypowieści. A te zdarzenia wydarzyły się na różnych światach rozwojowych, jakie zostały stworzone w celu edukacji synów Boga.
Na wielu światach panuje ten sam schemat, wzorce życia. Mieszkańcy tych światów nieznacznie różnią się od nas. Są światy, gdzie te różnice są znacznie większe. Praktycznie wszystkie zaczerpnięte opowieści wydarzyły się na innych światach podobnych do nas, przechodzących podobną drogę rozwoju, jaką my przechodzimy.
Tak samo większość psalmów, zapisanych w Biblii, przypisywanych Dawidowi, tak naprawdę jest pochodzenia pozaziemskiego. Pochodzą z innych planet rozwojowych i są wynikiem doświadczeń duchowych ówczesnych mieszkańców tych światów. Zostały spisane i we wczesnych dziejach człowieka przekazane jako wzorzec nauk moralnych i duchowych. Po upadku Adama i Ewy przetrwały w rozproszeniu w wielu kulturach ludzkich. W pewnym okresie zostały zebrane i dołączone do psalmów, jakie autentycznie napisał Dawid, i w ten sposób te psalmy, mówiące o zmaganiach istot z innych światów i ich zaufaniu do Boga, zostały przypisane Dawidowi jako jego doświadczenie.

Piszę o tym, ponieważ kilka dni temu mój towarzysz z wyższego świata opowiedział mi autentyczną historię człowieka z innego świata, stojącego na znacznie wyższym poziomie moralnym, intelektualnym, umysłowym, naukowym, technicznym, wyższym niż nasz ziemski. My dopiero zmierzamy do doskonałości umysłowej, duchowej i technicznej. Na innym świecie, wyższym duchowo i materialnie, społeczeństwo zajmowało się dziedzinami życia, jakie w ogóle u nas nie funkcjonują. Technika stała tam na bardzo wysokim poziomie. Medycyna była tylko profilaktyką na wypadek nieznanych do tej pory wydarzeń lub zagrożeń ze strony kosmosu.
Ludzkość pokonała już dawno ciemną jaźń.
Był człowiek, uznawany za bardzo bystrego, błyskotliwego i pojętnego. Miał unikatowy kontakt z Duchem Boga. Ten Duch wyszkolił go w osobistym nauczaniu. Możliwe to było dlatego, że człowiek ten miał wypracowane do perfekcji zmysły fizyczne i duchowe.
Pozbył się już w całości swego ego. Obca mu była pycha, duma, zazdrość, gniew itp.
Był okazem idealnego zespolenia z Duchem Boga.
Między nim a Bogiem była więź przyjaźni bezwarunkowej.
Gdyby ten człowiek zetknął się z naszym sposobem myślenia, to uznałby nas za barbarzyńców, a naszą wiarę w Boga za bluźnierstwo Ojcu Najwyższemu.
W swoim świecie nie był jedyny. Cały świat cechował się wysokim poziomem uduchowienia pomimo, że ten świat był materialnym światem. Można było zginąć lub umrzeć ze starości.
Człowiek ten miał żonę i dwoje dzieci.
Nieziemsko kochał swoją żonę.
Razem tworzyli idealną parę.
Rozumieli się bez słów.
Mieli swoje ulubione zajęcia, które z pasją robili razem.
Mieli swoje ulubione żarty, gesty, zachowania, gry.
Bardzo lubili uprawiać seks.
Obydwoje znali się doskonale i wiedzieli jak sprawić sobie rozkosz w seksie.
Byli różnorodni, ale równoprawni.
Tworzyli doskonałą parę.
My powiedzielibyśmy, że kochali się nad życie.
Cieszyli się, że są razem i razem czcili przez prawdę i życie Boga Światów, Ojca Uniwersalnego.
Podróżowali swoim środkiem transportu i doszło do wypadku.
On przeżył, żona została rozerwana na strzępy, a dzieci zmiażdżone w pojeździe.
On oglądał do końca skutki wypadku, miał świadomość. Widział swoją żonę w kawałkach i zmiażdżone dzieci.
Jego oczy oglądały koniec świata, jaki miłował.
Cywilizacja, w której żył, nigdy nie wpadała w histerię ani żal, jeśli wydarzyła się jakaś tragedia.
Wszyscy uznawali, że stało się i już.
Nikogo nie obarczano winą.
Jak zwykle szczerze oddano chwałę i cześć Bogu Uniwersalnemu.
Podziękował Bogu za te wspaniałe chwile ze swoją rodziną. Cieszył się przed Bogiem, że kiedyś spotka ich znowu. Uszanował i zaakceptował bez zmrużenia oka wolę Ojca Boga.
Jego dusza była wolna od jakiegokolwiek żalu. Nie płakał, bo nawet mu się nie chciało, bo w standardzie tej cywilizacji było przyjmowanie z pokorą i radością wszelkich niepowodzeń i nieszczęść.
Cywilizacja bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, że nic się nie dzieje bez woli Boga.
Jezus, będąc na Ziemi, mówił tak i mamy to zapisane w:

Ew. Mateusza 10:29, Biblia Warszawska
Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego.

Pracował w jakimś dziale swojej planety, który prowadził jakieś badania kosmosu.
Jego rodacy zamierzali zbadać pewien niezbadany do tej pory sektor kosmosu.
Zadanie było przeznaczone tylko dla jednego człowieka.
Zgłosił się na odległą samotną misję.
Poleciał samotnie w głąb kosmosu, w sektor do tej pory niezbadany.
Wylądował na pierwszej wyznaczonej planecie. Wykonał jakieś prace i został skierowany na następne planety. I tak, planeta po planecie, zbliżał się do obrzeży wyznaczonego sektora.
Cały czas utrzymywał ścisły kontakt ze swoją macierzystą planetą i zespołem, który monitorował jego pracę.
Skończył swoją pracę i już miał wracać, ale w międzyczasie dostał polecenie jeszcze jednego lotu na oddaloną, słabo widoczną planetę.
Wylądował na tej planecie i przystąpił do rutynowych badań.
Jego towarzysze, poprzez swoją zaawansowaną technikę, odkryli życie na tej planecie i polecili mu je zbadać.
Okazało się szybko, że mieszkają tam prymitywne istoty nie mówiące, tylko bełkoczące coś w stylu naszych jaskiniowców.
Zstąpił do tych ludzi.
Porobił badania, zapiski. Zarejestrował dane i przesłał wszystko na swoją planetę.
Kiedy już miał wracać, ktoś na jego planecie przejrzał świeżo przysłany raport i polecił mu zbadać pewną wioskę niedaleko jego obecnego położenia.
Poszedł do wioski, dokonał pomiarów jakiegoś wzniesienia o dziwnej energii i już miał wracać, kiedy odwrócił się i zobaczył tubylców jak mu się przyglądają z zaciekawieniem.
Jedyna droga powrotu wiodła przez centrum wsi.
Odwrócił się i w milczeniu poszedł do wsi, by przejść przez nią.
Od czasu śmierci jego żony i dzieci nie gościł na jego twarzy uśmiech.
Nie kusił go żal, daleki był od wściekłości, ale i nie był zbyt rozmowny i wesoły.
Kiedy tak szedł w ciszy i spokoju przez wieś, nagle znieruchomiał.
Jego ciało przeszył dreszcz nie spotykanych do tej pory emocji.
Oto w tłumie tych brudnych tubylców stała kobieta, wyglądająca identycznie jak jego żona.
Była tylko brudna, ubrana w łachy ze skóry, miała potargane włosy i śmierdziała.
Wszystko inne się zgadzało w 100%. Wzrost, kształt ciała, rozmiar. Te same nogi, ręce, twarz. Te same piękne oczy. Jego uczucia wybuchły jak kwiatki na wiosnę, jak nagły wybuch wulkanu.
Pomyślał sobie:
„oto moja żona, znalazłem ją na innym świecie, dostaliśmy jeszcze jedną szansę”.
Uznał, że Bóg mu dał jeszcze jedną szansę.
Z tego zachwytu przestał racjonalnie myśleć.
Jego serce było pełne nadziei, marzeń. Już widział jak wraca przez kosmos ze swoją żoną.
Cywilizacja ta wierzyła w życie po życiu, tak samo jak my ludzie wierzymy, że będziemy żyć w następnym, wyższym świecie, bardziej doskonałym.
Tak wielki wybuch nadziei, marzeń i planów spowodował, że człowiek ten był szczęśliwy, a chemia rozkoszy jego organizmu osiągała wysoki poziom.
Z tego szczęścia przerwał misję i nie odpowiadał na wezwania swoich rodaków.
Następne dni spędził na próbach nawiązania kontaktu z kobietą.
Dzień po dniu rozczarowywał się i dzień po dniu spadał mu poziom ekscytacji.
Wieczorem każdego dnia był już podłamany, ale tuż przed snem, jak każdego wieczoru, nachodziły go pozytywne myśli i nadzieje, że następny dzień przyniesie nowe możliwości nawiązania kontaktu z tą kobietą, i obudzi w niej jego żonę. Okazało się do tej pory, że kobieta nie rozumiała jego języka. To go jednak nie zniechęciło i zaczął pokazywać jej ulubione miny i gesty, charakterystyczne dla niego i jego żony, z jego macierzystej planety. Kobieta stała niewzruszona. Oglądając te jego zabiegi, raz się śmiała, raz wydawała dzikie dźwięki. Dla niego był to przerażający widok. Kobieta o ciele jego żony zachowywała się jak szalona. Codziennie podejmował nowe próby i codziennie się podłamywał, i tracił nadzieję, a wieczorem analizował wszystko, i od nowa nabywał nadzieję na następny dzień.
Pokazywał jej gesty, zajęcia, wypowiadał ich wspólne żarty, ulubione wspólne oglądanie zachodów i wschodów słońca, zabawy. Nic nie skutkowało. Cały czas wierzył, że jest to jego żona, przeniesiona na odległą planetę, a jemu została dana szansa odnalezienia jej. Ostatnia nadzieja, jaka mu pozostała, to seks. Postanowił, że obudzi w niej pamięć poprzez ulubiony specyficzny seks, jaki uprawiali z żoną na swojej planecie. Jednak ta kobieta nie rozumiała, czego chciał od niej. Dotykał ją tak, jak pieścił swoją żonę, a ta kobieta, o ciele jego żony, albo się śmiała albo porykiwała. Ona nie rozumiała o co chodzi. Razem z żoną mieli swoją ulubioną pozycję do kochania i kiedy, po kilku zabiegach, on przyjął tą pozycję i na siłę przystosował do niej tą kobietę, ona zachowywała się jakby pierwszy raz w życiu jej się to przydarzyło, w ten sposób uprawiać seks, i pojęła o co chodzi, i wtedy ona przyjęła pozycję, w jakiej prymitywne ludy odbywali stosunek i do jakiej ona była przyzwyczajona, i tylko taką znała.
Mężczyzna spojrzał na nią, jak przyjęła tą pozycję, jak zaczęła porykiwać i się trząść, i pojął, że to już koniec.
Wstał, otrząsnął się.
Zgasła w nim wszelka nadzieja na obudzenie w tej kobiecie jego żony.
Stał smutny i zamyślony. Już nie miał cienia nadziei. Wszystkie marzenia opadły.
Oddalił się od wioski i poszedł do swojego pojazdu, nawiązał przerwany kontakt, przeprosił za to, że zostawił przez ostatnie dni swój zespół bez kontaktu z jego strony i zgłosił gotowość do powrotu.
Podziękował Bogu za możliwość ujrzenia identycznego ciała, jakie miała jego żona.
Nie było w nim ani krzty żalu, złości na Boga. My na naszym poziomie byśmy od razu powiedzieli, że los z nas sobie drwi, że Bóg jest mściwy i niedobry. On uznał, że Bóg poprzez swoje sługi zaaranżował całe te zdarzenie. Jednak ani go nie kusiło wypowiedzieć chociaż jedno słowo żalu, czy groźby pod adresem wyższych istot, w jakie jego cywilizacja wierzyła, że są nad nimi i ich edukują do lepszego świata.
Całe zdarzenie przyjął z wielką pokorą. Wrócił na swoją planetę częściowo odmieniony. Z jakiegoś powodu był teraz bardziej radosny.
Nigdy nie opowiedział nikomu o tym zdarzeniu.
Wszyscy jego znajomi zastanawiali się, jak bardzo pozytywnie odmieniła go ta misja.
Nikomu nie opowiedział o tym zdarzeniu, jednak towarzyszące mu niewidzialne istoty duchowe zarejestrowały całe to zdarzenie i rejestr umieściły w sieci Ducha.

Dlatego towarzysząca mi istota, mająca dostęp do tych kronik, mogła mi to opowiedzieć jako przykład wielkości, jaką może osiągnąć człowiek.
Był to już najwyższy, doskonały poziom rozwoju zaufania i wiary w Boga.
Wyższe istoty zaaranżowały takie zdarzenie, wyglądające okrutnie, ale był to bardzo realny test, sprawdzający czy jaźń ciemna tli się lub jest zahibernowana w tym człowieku i czeka na dogodną sytuację, by zaistnieć, czy raczej jest on wolny od ułudy jaźni, która w takiej chwili narzeka, wścieka się lub udaje pokorę, a potem wybucha gniewem, krzyczy, że jej zrobiono krzywdę i drwi się z niej, a potem na przemian korzy się i błaga o litość i pomoc, a kiedy nie dostaje, to wpada w furię i przeklina co się da, i tak w koło.
Zrozumiałem, takie sceny konwulsji jaźni widzę w naszej telewizji i w życiu codziennym.
Niewidzialna istota, duch, który mieszka w wielu sercach ludzkich, steruje reakcjami nieuświadomionych umysłów. Jednak uświadomienie to nie wszystko, musi być przewodnictwo Ducha Boga i to On uświadamia, i trwale zmienia osobowość ludzką, ale jest to praca obustronna, człowieka i Ducha.

Człowiek ten przedstawiał wysoki poziom duchowego wykształcenia i trwałej osobowości, nawet w obliczu tak ciężkich doświadczeń.
Dla nas wielcy to ci, co robią coś niespotykanego, jakieś pokazy, demonstracje uzdolnień lub bogaci, albo politycy itp.
W światach wyższych wielcy to ci, co to, co mówią, to robią i panują nad sobą.

Przypowieści Salomona 16:32, Biblia Warszawska
Więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta.

Ew. Mateusza 5:19, Biblia Warszawska
a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios.

Reklamy

MESJASZ i CELE MISJI

Ten wpis jest kontynuacją poprzednich wpisów, które razem tworzą bardzo skrótowy opis dziejów świata.
Linki do poprzednich wpisów wg kolejności to: DZIAŁO FOTONOWE SYSTEM ADMINISTRACJICIEMNOTA OŚWIECENIENARÓD WYBRANY PRAWDA CZY FAŁSZ?

Na Ziemi, w izraelskiej wiosce Betlejem, rodzi się Jezus, pierworodny syn Marii i Józefa. W rzeczywistości jest to syn pierworodny Boga Stwórcy. Jest to Jego już ostatnia, siódma misja doświadczeniowa na stworzonych przez siebie światach. Ta ostatnia misja jest szczególna. Poprzednie 6 były to inkarnacje w dorosłe ciała istot stworzonych na różnych 6-ciu światach rozwojowych. Przybywał w ciele dorosłego osobnika i po wykonaniu misji odchodził.

Tym razem, z pewnych powodów, warunki były inne. Uzgodniono w radach najwyższych niebios, że Syn narodzi się w ciele niemowlaka tak samo, jak rodzą się dzieci ziemskie i będzie dorastał pozbawiony prerogatyw Stwórcy, biblijnie mówiąc: bez mocy i chwały niebios. Ustalono, że nie będzie miał świadomości swego pochodzenia, kim jest, ani wiedzy niebios. Ma sam dojść do poznania tego kim jest, sam nawiązać kontakt z niebiosami i wszelkimi istotami domen niebiańskich, a przede wszystkim nawiązać kontakt z Ojcem w Niebiosach. W ten sposób ma pokazać ludziom drogę oraz udowodnić im, że przy pewnym rodzaju świadomości, możliwe jest osiągnięcie z nizin wysokiego Nieba. Jego misja to odkryć Ojca i objawić światu, że Ojciec jest dobry i kocha wszystkich ludzi, i że wszyscy ludzie są Jego dziećmi. Objawić i ostrzec, że wszelkie inne myślenie na temat Boga i pochodzenia ludzi jest bezsensowne, i nie ma podstaw prawdy, a skutkiem takiego poglądu jest zadawany samemu sobie ból śmierci duchowej, inaczej samookaleczenie, nie mające żadnego związku z pokorą czy uniżeniem. Jego misją jest wykonywanie woli Ojca aż do końca życia na Ziemi, bez względu na to, jaki on będzie.

Była to już siódma i ostatnia misja Syna Boga, która miała osądzić bunt Lucyfera, udowodnić, że idea Lucyfera nosi znamiona śmiertelnej choroby duchowej oraz udowodnić, że On Syn Boga nie jest samozwańczym królem, ale w pełni może sprawować tą rolę, ponieważ we wszystkim jest doświadczony. Dlatego Jezus na krzyżu zawołał w ostatniej chwili swojego życia: „WYKONAŁO SIĘ”, po prostu dokonał siódmego obdarzenia światów, jakie sam stworzył, a siódme, ostatnie obdarzenie sobą dokonał na Ziemi, gdzie bunt zasiał największe spustoszenie.

Jezus swoją postawą udowodnił, że jest możliwy kontakt człowieka z Bogiem na zasadzie miłości Ojciec – syn. Pokazał ludziom drogę do Ojca, objawił Jego prawdziwy charakter i pokonał wszelkie trudności, zwyciężając w ten sposób świat kłamstwa.
Zanim tego dokonał, narodził się jako normalne dziecko i dorastał jak wszyscy chłopcy. Jego wewnętrzna natura zadawała mu wiele pytań na temat życia, sensu istnienia, poznawał mechanizmy wszechświata i świata, w jakim żył. Podstawą  rozwoju okazał się okruch Ducha Boga, jaki każdy człowiek posiada w sobie. Nawiązał kontakt z tym Duchem i prowadzony w umyśle przez tego Ducha, przez kolejne lata, pojął istotę i sens życia, przyrodę i jej naturę, stąd np.: znał zwyczaje ryb i wiedział gdzie i kiedy łowić ryby. We wszelkiej wiedzy był bardzo wnikliwy i bystry. Bardzo dobrze znał się na stolarstwie, produkcji łodzi, gospodarce itp. Jednak najbardziej korzystną dla nas wiedzą była Jego wiedza na temat świata duchowego, z którego pochodzimy, a z którym straciliśmy kontakt i pogrążyliśmy się w ideę niewolnictwa i bezprawia. Jezus wzrastał w poznawaniu świata i swojej tożsamości. Aż do czasu, kiedy pojął w pełni i uświadomił sobie, że jest Synem Boga i wtedy zaczął rozpoznawanie swojej misji. Mamy to zapisane w Biblii w bardzo skrótowej formie:

Ew. Łukasza 2:52, Biblia Warszawska
Jezusowi zaś przybywało mądrości i wzrostu oraz łaski u Boga i u ludzi.

Wszyscy późniejsi ludzie, jakich spotkał w ostatnich dniach swojego życia, byli to jego bliscy lub dalsi znajomi, z jakimi się zapoznał właśnie na tej drodze rozwoju. Annasz i Kajfasz byli jego kolegami, znajomymi z dzieciństwa. Kobieta przyłapana na cudzołóstwie była jego dawną koleżanką, a jej mąż stręczyciel jego kolegą, z którym razem bawili się w dzieciństwie na podwórku. Rzymski setnik i kilku innych rzymskich urzędników rozpoznało w nim mądrego młodzieńca, który kilka lat wcześniej, przebywając w Rzymie, zaciekawił swoim sposobem patrzenia na życie wielu obywateli tego miasta oraz przyjezdnych kupców, którzy zapraszali go do swoich miast.

Jezus przebył drogę, jaką potem szli, po Jego zmartwychwstaniu, apostołowie i odnosili sukcesy, ponieważ wiele lat wcześniej miastami tymi poruszył Jezus, zwany młodym uczonym, który przemawiał publicznie do ludów w tamtejszych amfiteatrach i miejscach publicznych rozważań i ożywił w tych ludziach pragnienie poznania Boga jako Ojca. Heroda znał osobiście, ponieważ Jego ziemski ojciec Józef zginął w wypadku na budowie Heroda. Jezus jako młodzieniec, teraz głowa rodziny, negocjował z Herodem warunki odszkodowania za śmierć Józefa. Rozmowa z Jezusem wywarła wtedy na Herodzie ogromne wrażenie. Ten to Herod wiele lat później, kiedy aresztowano Jezusa jako złoczyńcę,  był bardzo ciekaw Jezusa i chciał z nim rozmawiać, ale się zawiódł, Jezus już nie był skory do rozmowy, milczał.

Kiedy Jezus zaczynał publiczną działalność, objawiającą Boga jako Ojca, a ludzi jako Jego synów, ta nauka była z jednej strony przez prosty lud przyjmowana jak balsam na ranę, a z drugiej strony przez religijnych uczonych jako bluźnierstwo.

Powszechnie uważano, że istnieje grzech pierworodny, zmywany, przebaczany przez Boga, kiedy człowiek składa krwawe ofiary ze zwierząt. Prorocy jak Ezechiel, Izajasz, Jeremiasz itd. mówili, że to nie ma żadnego znaczenia przed Bogiem. Potem przyszedł Jan Chrzciciel, głoszący przebaczenie grzechów przez chrzest wodny. Czekające na Mesjasza społeczeństwo przystałoby na każdy warunek i uznano nauki Jana za właściwe, i sami kapłani udawali się nad Jordan, by dać się chrzcić.

Potem przyszedł Jezus i przebaczał, i ogłaszał przebaczenie bez żadnej ofiary i ceremonii. Przebaczenie na podstawie uświadomienia prawdy przez błądzącego syna Boga, jakim jest każdy człowiek. To już dla kapłaństwa i uczonych w piśmie była za bardzo zaawansowana nauka i została uznana za „twardą mowę”, a w końcu odrzucona jako bluźnierstwo.

Izrael był pod rzymską okupacją już wiele lat. Działały dwie silne frakcje religijne: saduceusze i faryzeusze, i obie one odcisnęły piętno swoich nauk i zrozumienia pism na ówczesnych ludziach. Oczekiwano Mesjasza, ale jako Pana i władcę, przewodnika i wojownika, który wyzwoli Izraela z rąk okupanta i Izrael zapanuje nad całym światem. Oczekiwano na władcę silnego, cudotwórczego, doskonałego dowódcę wojskowego.

W tym okresie wierzono bardzo mocno, że podstawą problemów ludzi jest grzech pierworodny. Wierzono, że grzechy można usunąć tylko składając w świątyni krwawą ofiarę ze zwierząt. Tuż przed rozpoczęciem działalności przez Jezusa, Jan Chrzciciel głosił ideę przebaczenia grzechów przez chrzest wodny. Pomimo, że ta nauka nie miała podstaw w prawie Mojżeszowym, to została uznana przez uczonych saduceuszy i faryzeuszy, i dołączona do już istniejących, dodatkowych ponad 600 przykazań, zaleceń itp.

Był to też czas powszechnej wiary, że ubóstwo jest karą od Boga, a dobrobyt nagrodą za przykładne, pobożne życie.
Stąd możemy przeczytać w Biblii przykład fałszywego samousprawiedliwienia, gdzie faryzeusz dziękował w świątyni Bogu, że nie jest taki, jak ten obok celnik, co jest….taki to, a taki….
Dawanie jałmużny i modlenie się publicznie było uznawane za przejaw duchowości, a nie pychy i obłudy, nie mającej nic wspólnego z prawdziwą duchowością.
Powszechnie w Izraelu wierzono, że synowie muszą cierpieć za grzechy ojców, stąd przysłowie:

Ks. Ezechiela 18:2, Biblia Warszawska
Dlaczego to używacie między sobą przysłowia o ziemi izraelskiej: Ojcowie jedli kwaśne grona, a zęby synów ścierpły?

Więcej, Izraelczycy, i to także z najbliższego otoczenia Jezusa, wierzyli w reinkarnację i karmę, i kiedy ujrzeli człowieka ślepego od urodzenia, zadali pytanie Jezusowi:

Ew. Jana 9:2, Biblia Warszawska
I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?

Dla nich powód ślepoty był oczywisty, albo rodzice zgrzeszyli, to jako karę dostali ślepego syna, albo on w poprzednim życiu zgrzeszył, więc jako karmę dostał życie ślepca od urodzenia.
Innego wytłumaczenia nie mieli, nie brali pod uwagę jeszcze trzeciej wersji:

9:3  Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.

Bóg był traktowany przez Izraelczyków jako Święty, niedostępny i nieosiągalny. Powszechnie wierzono, że Izraelczycy są dziećmi Abrahama. Więc twierdzenie Jezusa, że są dziećmi Boga, spotkało się z wielkim oporem, takim, jaki przejawił Lucyfer, Diabeł i Szatan, i dlatego w pewnym momencie, kiedy ten opór nabrał na sile, Jezus powiedział, że każdy, kto wyznaje taką wiarę, jest synem Diabła, który bezpośrednio reprezentował interesy człowieka i był odpowiedzialny za rozwój świadomości ludzi wg standardów niebios. Diabeł odrzucił własne synostwo boskie, idąc za SAMOSTANOWIENIEM , i do tego samego skłonił ludzkość, przez co stał się ojcem odstępstwa i fałszu.
W umocnienie wiary w synostwo Abrahama była zaangażowana fałszywa pokora i uniżenie.
Za bluźnierstwo więc uznano wypowiedź Jezusa, że jest Synem Boga.

Uczeni w piśmie podzielili ludzi, szufladkując ich do błogosławionych i przeklętych.
Powszechnie pogardzano cudzołożnicami, celnikami, trędowatymi i wszelkiej innej maści grzesznikami, jako tymi, co ponoszą karę za swoją bezbożność.
Duchowość faryzeuszy i saduceuszy była tak niska, że nie widzieli nic złego w tym, że karmią się pychą i dumą modlitw na rogach ulic lub publicznym, głośnym dawaniem jałmużny. Dla nich pogarda do innych ludzi była czymś naturalnym, nie przyszło im do głowy, że taka duchowość jest płytka i bezduszna.

Był to także okres rozkwitu wielu nauk filozoficznych ościennych narodów. Najwięcej na tym polu działali Grecy. Powstało wiele szkół filozoficznych, które próbowały tłumaczyć jak radzić sobie w tym ciężkim życiu.
Jednym ze sposobów, jakie głosili np. asceci, było wyzbycie się pragnień i uczuć. Do ascetów należał późniejszy apostoł Paweł, który pod wpływem nauki ascetów pisał, że jest w stanie żyć w dobrobycie i w ubóstwie, że potrafi być najedzony i głód cierpieć bez narzekania. Kiedy uwierzył w nauki Jezusa, do swojej wiary ascetycznej dołączył, jak wisienkę na torcie, Jezusa Chrystusa, Nim tłumacząc swoją wytrwałość i umiejętność adaptacji do środowiska.

Jezus rozpoczął działalność w trudnych warunkach. Postanowił, że celem Jego służby jest objawienie natury Boga i objawienie ludziom synostwa boskiego, że są synami Boga. To były dwa główne cele Jego misji. Sam o sobie Jezus mówił, że jest synem człowieczym, czyli człowiekiem. Był to doskonały człowiek, który połączył się z Duchem Boga i odkrył w sobie synostwo boskie, i przez to zjednoczył się z Bogiem, swoim Ojcem i stali się jedną istotą. Dlatego Jezus mówił: „kto widział mnie, widział Ojca”, „kto mnie słucha, słucha Ojca”, „ja i Ojciec jedno jesteśmy”, „kto gardzi mną, gardzi Ojcem, który mnie posłał na świat”.

Jezus wiedział, że królestwo Boga jest duchowym mocarstwem, więzią, ideą, spajającą rozwojowe światy. Tą ideę królestwa duchowego i jego siły chciał krzewić na Ziemi, na podstawie głoszenia o tym królestwie. Postanowił, że nie będzie się posługiwał płytką, nic nie znaczącą formą władzy nad materią, prerogatywy Stwórcy, czynienie znaków i cudów. Jak sam twierdził, jest to tylko pokaz wyspecjalizowanych umiejętności.

W tamtych czasach Izrael był głodny cudów, znaków i uzdrowień. Powszechnie wierzono, że tylko człowiek pochodzący od Boga może takie rzeczy robić i czynienie takich cudów i uzdrowień jest dowodem posłannictwa boskiego. Na ironię, pomimo stawianych sobie warunków, ludzkie serce Jezusa, w połączeniu z boską miłością, wywoływało cudotwórcze i uzdrowieńcze działanie. Jednak nauki Jezusa były tak zaawansowane duchowo, że zostały uznane za zwiedzenie i Żydzi, pomimo swojej wiary w posłannictwo boskie, poprzez dokonywanie znaków i cudów, stworzyli sobie nową teorię, mianowicie zaczęli głosić, że Jezus jest sługą Belzebuba i dlatego czyni cuda. W ten sposób podeptali swoje wcześniejsze poglądy i wytłumaczyli sobie moc Jezusa jako sługi Zła po to, by nie uznać Jego autorytet, po prostu nie odpowiadał im On. Bezsens, po co upierać się przy czymś, co jest skazane z czasem na zniszczenie i śmierć. Niestety dzisiaj taka forma myślenia dalej obowiązuje w pewnych kręgach. Jezus, świadomy tego faktu, powiedział na temat ich obłudy i głupoty, że podobni są do dzieci na rynku, którym nic nie odpowiada.

Ew. Łukasza 7:32, Biblia Warszawska
Podobni są do dzieci, które siedząc na rynku wołają jedne na drugie tymi słowy: Graliśmy wam na piszczałce, a nie tańczyliście, nuciliśmy pieśń żałobną, a nie płakaliście.

Czytając cztery ewangelie o Jezusie, zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Jezus czynił cuda i uzdrawiał, a potem znikał na jakiś czas lub prosił, by ci, co zostali uzdrowieni, nic o tym nie mówili.
Dziwiłem się temu dopóki mieszkańcy niebios mi nie opowiedzieli szczegółowo, jakie wartości Jezus przejawiał.

Dla Niego najważniejsza była wiara w synostwo, przemiana świadomości. Zdrowie fizyczne człowieka nie miało znaczenia. Jednak był On Bogiem, mieszkającym w ludzkim ciele i spojonym z ludzkim umysłem. Trudno mu było panować nad taką kompilacją boskości i człowieczeństwa w obliczu, kiedy stanęli przed Nim ślepi, chorzy, trędowaci itp.

Pewnego dnia stanęły przed Nim rzesze takich ludzi. Spojrzał na nich, w jakiej nędzy są, i uświadomił sobie, że ich stan jest skutkiem zawiedzenia pokładanego zaufania, sprawcami tego byli Jego synowie, administratorzy niebios i Ziemi. Jego ludzkie serce, w połączeniu z miłością Boga i boskim gniewem na skutki buntu, wywołało falę mocy Bożej tak, że w jednej chwili ponad 600 osób zostało w cudowny sposób uzdrowionych. Jezus, zaszokowany swoją reakcją, szybko oddalił się od tłumów i pozostawił swoich uczni z tymi tłumami.

Dłuższy czas Go nie było. W tym czasie ci, co byli zdrowi, odeszli do domów, chorzy zostali. Zostali też zdezorientowani uczniowie. Jezus w samotności rozważał i radził się Ojca, by dał mu mądrość, jak panować nad emocjami, które wywołują falę współczucia, która wytwarza cudotwórcze moce. Uznał, że uzdrowienia i cuda zwrócą na Niego uwagę ówczesnych władz religijnych i świeckich. A On nie szukał rozgłosu. Miał plan głoszenia mocy ewangelii powoli, od domu do domu, od miasta do miasta. Rozgłos cudotwórcy był mu nie potrzebny. Dlatego prosił ludzi, których uzdrowił, by nie mówili nikomu o tym. Po prostu Jezus uznał, że cuda, znaki i uzdrowienia mogą zagrozić Jego misji objawienia światu Ojca, a ludziom synostwa.

Po tych rozważaniach wrócił jednak do uczniów i zastał ich z chorymi, a zdrowi odeszli. Świadomy tego, co się stało, powiedział do uczniów, że te uzdrowienia nie przyniosły chwały królestwu Ojca, bo ludzie są zainteresowani tylko swoim zdrowiem fizycznym, nie interesuje ich zdrowie duchowe, ale te właśnie jest najistotniejsze. On głosi wartości żywe i wieczne, a ludzie są zainteresowani tylko doczesnością, wobec tego, posługa uzdrowienia nie przydaje nowych członków królestwu Boga.

Jezus prowadził dalej swoje nauczanie, wzbudzając swoimi naukami wzburzenie i kontrowersje w prostym ludzie i uczonych w piśmie. Jezus był świadomy, że uznali Jego nauki za zwiedzenie, a uzdrowienia, jakie czynił, za dzieło diabła.

Więc wymyślił jeszcze jedną kontrowersyjną sytuację. Wykorzystał wiarę uczonych w piśmie w to, że tylko człowiek posłany od Boga może uzdrowić ślepego od urodzenia. Więc uzdrowienie ślepego od urodzenia jest dowodem posłannictwa boskiego. I Jezus z Ojcem przystał na ten warunek ludzi i uzdrowił ślepego od urodzenia. No cóż, wywołało to konsternację u władz religijnych, ale i tak, pomimo tak oczywistego spełnienia warunku, narzuconego przez władze religijnie, Jezus został odrzucony jako posłaniec Boga. To był, tak naprawdę, sąd nad nimi samymi. Wydawało im się, że mają jakąś władzę i mogą decydować, a byli obłudni i niewierni swoim własnym zasadom, przez co sami się pogrążyli w swoich zasadach. Udowodnili tym stanowiskiem, że dalecy są od pokory i chęci choćby służenia Bogu na warunkach Boga.

Mógłbym wiele pisać o Jezusie z tego, co mi pokazano, ale nie chcę się rozpisywać. Fałsz i obłuda religijnych przywódców doprowadziła Jezusa na krzyż, gdzie umarł i zmartwychwstał. Dla uczniów był to ogromny szok. Wg nich misja Jezusa skończyła się niepowodzeniem.

Jednak po zmartwychwstaniu Jezusa narodziła się nowa idea. Uczniowie odeszli od nauk Jezusa i od Jego ewangelii, i zaczęli głosić ewangelię o Jezusie Chrystusie. Na początku było niewinnie, chodziło o podkreślenie zmartwychwstania Jezusa, potem potoczyło się w całkiem innym kierunku. Misja Jezusa została przerwana i spaczona przez wielu Jego uczniów. Nie wszyscy zeszli na tą drogę „nowej” ewangelii. Jan pozostał wierny.

Jednak judeochrześcijanie z czasem pozmieniali znaczenie wypowiedzi Jezusa i zapisali wiele zmienionych, wg ich rozumowania, wypowiedzi Jezusa. Dopasowali do swojej świadomości nauczanie i zapisane teksty, które w późniejszych wiekach znowu zostały zmodyfikowane i do dzisiaj przetrwały mocno okrojone i zmienione.

O tych zmianach napiszę w następnym wpisie.

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: