Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

Posts tagged ‘medytacja’

NARZĘDZIA GROZY- WIZJA

Tak jak pisałem w temacie NARZĘDZIA GROZY
dzisiaj chcę opisać wizję, którą miałem w trakcie głębokiego skupienia w medytacji, jaką ja praktykuję.

Wydarzyło się to jakieś 3 lata temu.
Obserwowałem całe zdarzenie jako uczestnik, a nie jako obserwator.
Byłem z rodziną w domu. Staliśmy i patrzyliśmy przez okna w kierunku miasta.
Przed domem mam drogę i zobaczyliśmy, że nad drogą unosi się i posuwa w naszym kierunku latający pojazd, na którego pokładzie jest kilkanaście istot bardzo dziwnie wyglądających.
Pojazd zsunął się z drogi i ze zbocza w naszym kierunku, i zatrzymał się przed bramą wjazdową. Mam ciężką stalową bramę przesuwaną, 5 m długości, sterowaną z pilota. Pojazd zbliżał się do bramy jakby chciał ją staranować i nagle nim szarpnęło, jakby gwałtownie zahamował jakieś 50 cm przed bramą. Przez chwilę istoty w pojeździe stały i rozglądały się. Po chwili jedna z istot wysiadła i podeszła do furtki. Wyglądało to tak, jakby jednocześnie używała kilku zmysłów, wąchała i patrzyła.

Stałem na górnym piętrze, patrzyłem przez okno na całe zdarzenie i w jakiś sposób wiedziałem, że ta istota próbuje zorientować się w sytuacji, co nią wstrząsnęło, że podjęła decyzję o tym, że nie staranują bramy. Widziałem, że ta istota nie tylko patrzy i wącha, ale i też coś skanuje zmysłami umysłu. Wtedy powiedziałem rodzinie, że schodzę na dół do nich zorientować się o co chodzi.
Zszedłem, otworzyłem główne drzwi i miałem jakieś 30 m do bramy.

Szedłem spokojnie, powoli, prosto do bramy i patrzyłem na ten „transporter” załadowany mnóstwem istot i na tą istotę, którą teraz czułem, że jest mocno skonsternowana, bo nie wie, co ją powstrzymuje, ani też nie wie, co robić. Patrzyłem prosto w oczy tej istoty, a ona patrzyła prosto w moje oczy i widziałem, że konsternacja się pogłębia u tej istoty. Widziałem po prostu jego umysł. Był to umysł pracujący głównie zbiorowo, ale i też indywidualnie. Patrząc prosto w oczy tej istoty i idąc do niej, doznałem poznania kim ona jest, kim oni są, dlaczego zwątpiła i zatrzymała pojazd. Widziałem, że między tymi istotami jest komunikacja na poziomie nie tylko werbalnym, ale i jakby telepatycznym. Kiedy podchodziłem do bramy, widziałem jak ta istota popada w coraz to większą konsternację, ponieważ byłem dla niej zakryty. Nie potrafiła mnie zeskanować, co ją zaciekawiło, nie działał na mnie sygnał bitowej częstotliwości, jaki przepływał przez całą planetę, a jaki te istoty wprowadziły, by ludzie nie stawiali oporu.

Z każdym krokiem, jak zbliżałem się do tej istoty, widziałem, że doznała ona czegoś w rodzaju déjà vu. Jakby coś w tej istocie się odezwało. Wtedy zobaczyłem jak ta istota w przeszłości, na swoim świecie, w milczeniu medytuje. Od początku swojego materialnego bytu, na swoim świecie, istota miała silny pociąg do wyjaśnienia, kim jest i kim jest jej rasa. Prawie 90% umysłu pracowało na zbiorowym poziomie, a pozostała część szukała wyjaśnienia i zagłębiała się w odmęty umysłu, wprowadzając się w wyższy poziom częstotliwości pracy umysłu.

Zobaczyłem, że kiedyś, zanim ja urodziłem się na Ziemi, ta istota medytując osiągnęła taki stan „rozgrzania” myśli, że ujrzała tą właśnie scenę, jaka przed chwilą się wydarzyła. Widziała jak na jakiejś planecie, którą podbijała ze swoją rasą, unoszącym się transporterem zsuwa się po poboczu z drogi i zbliża się do bramy pierwszego domu i wtedy doznała jakiegoś silnego przebłysku energii i jakby została oszołomiona, i jakby przez mgłę zobaczyła, że ktoś do niej się zbliża i jej wizja się skończyła.

Teraz, zsuwając się ze zbocza i zbliżając się do bramy, jak dawno zapomniany zapach, poczuła ten sam impuls energii i gwałtownie zahamowała transporterem, ponieważ chciała uniknąć uderzenia fali energii.
Podszedłem do tej istoty. Wyglądali podobnie jak ludzie, ale głowa jakby człowieko-owada typu konik polny, ręce i nogi jak u człowieka z tym, że z tyłu bioder wystawały jeszcze dwie kończyny. Powiedzmy uda jakby równolegle do ziemi, zaginały się w kolanach do dołu. Potem zobaczyłem, że służą do skakania, tak samo jak u naszych ziemskich koników polnych.

Podszedłem więc do tej istoty i otworzyłem usta, żeby zacząć mówić i o dziwo odezwałem się do niego w jego „trzeszczącym” języku. Sam byłem zaskoczony, a on jeszcze bardziej. W ząb nie wiedziałem, co mówię, ale za to jakby coś we mnie objawiło się, bo widziałem, że słowa wychodzą z moich ust, ale umysł, który porusza krtanią, odbiera sygnał z innej częstotliwości, czyli jakby ktoś operował moim mózgiem i jakby ktoś przez ten instrument mówił do tej istoty oraz pozostałych istot, bo zobaczyłem poruszenie, ożywienie i silne zwarcie dyscypliny u tych istot, nawet jakąś nutkę przerażenia i strachu. Ktoś, kto mówił przez moje usta, powiedział coś, co spowodowało, że jakby spoważnieli, jakby właśnie usłyszeli jakąś naganę i zostali zdyscyplinowani. Wtedy ten przywódca ich, co stał przy bramie, „zatrzeszczał” i jeden z transportera zeskoczył na ziemię, i oddał jeden skok w tył, na wysokość jakieś 30 m. Potem zobaczyłem, że jeszcze raz się odbił i tyle go widziałem.
Przywódca coś „zatrzeszczał” i wsiedli w transporter, i odjechali, jakby zrezygnowali z przeszukiwania domów.

Wtedy postanowiłem, że wsiądę w samochód i pojadę do centrum miasta, do mojego drugiego mieszkania i zobaczę, co tam się dzieje. Rodzina została w domu. Wsiadłem w samochód, otworzyłem bramę, wyjechałem, zamknąłem bramę i pojechałem. Na ulicach były pustki. Nie było widać ludzi. Samochody stały po poboczach. Jechałem główną szeroką ulicą i po jakiś 2 km zobaczyłem zwisający nad ziemią ogromny pojazd i coś jakby posterunek tych istot. Na środku ulicy, przy przystanku tramwajowym, który jest na środku ulicy, stał taki sam transporter i istoty żywo „trzeszczały” do siebie. Kiedy zobaczyły zbliżający się samochód, zobaczyłem z oddali, a raczej jakimś zmysłem odczułem, że wpadły w konsternacje i silne zaciekawienie o co chodzi. Stały i patrzyły jak ja zbliżam się.

W tym czasie widziałem jak tysiące ludzi w ciszy i dużym porządku, w wielokilometrowej kolejce, wchodzi po trampie do zwisającego pojazdu. Ludzie wyglądali jakby w transie. Widziałem znajomych, sąsiadów. Podjechałem do tego posterunku i wysiadłem. Widziałem zaskoczenie tego, który wydawał się być przywódcą. Otworzyłem usta i coś „zatrzeszczałem”, i nagle oni spięli się, więcej, jakby się wystraszyli i tym razem ich coś sparaliżowało. Poczułem, że oblał ich strach.

Widziałem wyraźnie, że jakaś potężniejsza istota mi towarzyszy i rozmawia z nimi. Widziałem, że ta istota jest w opozycji do nich i że są rasami z tych samych korzeni, ale o odmiennych, przeciwstawnych poglądach. Te istoty nikogo się nie obawiały, jedynie tej rasy, i nie spodziewali się kompletnie, że zastaną ich na Ziemi.
Te istoty, dokonujące inwazji, w obliczu tej przeciwstawnej rasy są kompletnie bezbronne.
Ponieważ zobaczyłem, że ta przeciwstawna rasa posługuje się głębiami umysłu i takimi poziomami energii, jakie są dla tych istot niepojęte i nie potrafią się im przeciwstawić.
Dlatego jedyna reakcja, jaka się pojawia, to strach, przerażenie, blokada umysłu i zerwanie kolektywnego połączenia, otumanienie, oszołomienie, zamieszanie itp. Ta istota, która przeze mnie mówiła, w zależności od tego, co chciała uzyskać, takie wywoływała stany umysłu tych istot dokonujących inwazji.

Przez chwilę miałem wgląd jakby w umysł tej rasy istot, z których pochodziła ta, która mówiła przeze mnie.
Zobaczyłem, że są bardzo pokojowo i rozwojowo nastawieni do wszystkiej kreacji, do wszelkich przejawów synów bożych, jakie istnieją. Chociaż mogą sobie podporządkować co zechcą i kogo zechcą, to w ogóle nie są zainteresowane taką formą działania. Oni szukają sposobu jak doprowadzić te agresywne istoty do „miłowania i przyjaźni” wobec wszystkich istot, jakie istnieją w całej materialnej i niematerialnej przestrzeni.

Przypomniała mi się historia, jaką Jezus opowiadał o synu marnotrawnym. I te agresywne istoty zobaczyłem jako synów marnotrawnych, którzy pogubili się i stali się agresywni, nieczuli na krzywdę innych.
Dla swojej korzyści nie wahali się odebrać innym to, co wypracowali.

Wizja na tym się skończyła.
W następnych wpisach chcę skupić się na tym, co jest określane jako „znak na czole”, a jest to dalszą kontynuacją całego tematu przemiany naszej świadomości w istotę suwerenną, a jednocześnie zintegrowaną z pełną.

SAVANT

Wikipedia   fr. SAVANT – UCZONY – rzadko spotykany stan, gdy osoba upośledzona umysłowo jest wybitnie uzdolniona (geniusz), co jest zazwyczaj połączone z doskonałą pamięcią.
Czytając Biblię i samemu doświadczając świata ponadmaterialnego, który jest nam najbliżej objawionym przeznaczeniem, spotkałem informację pewnych istot na temat innych istot, jakie działają w systemach ponadmaterialnych, duchowych. Nie pamiętam ich nazwy, ale mój przewodnik opowiedział mi o nich, że mają wyjątkowy zmysł. Patrzą i bez liczenia potrafią powiedzieć ile mam włosów na głowie.

Ew. Mateusza 10:30, Biblia Warszawska
Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone.
Ew. Łukasza 12:7, Biblia Warszawska
Nawet wszystkie włosy na głowie waszej są policzone. Nie bójcie się! Więcej znaczycie niż wiele wróbli.

Widziałem na Ziemi, współcześnie żyjących, różnych savantów o różnym poziomie przejawiania się w nich, powiedzmy, zmysłu wiedzy.
Jedni, genialni umysłowo, cierpieli na zaburzenia ciała, objawiające się w niekontrolowanych ruchach lub mimikach twarzy. Widziałem także savantów świadomych swych unikatowych zdolności. Świadomych do tego stopnia, że potrafią mieć dystans do siebie i nabijają się z siebie. Obserwując ich zrozumiałem, że ich pogoda umysłu wynika ze świadomości swej odmienności oraz stanu opanowania i kontrolowania swego geniuszu. Nauka o nich mówi – geniusz – oni o sobie mówią z żartem – odmieniec, uszkodzony itp.
Obserwując ich zrozumiałem, że ci nieświadomi mocy i potęgi swego odmiennego sposobu myślenia, nie umiejący poradzić sobie ze swoim umysłem, odizolowują się, są aspołeczni. Jest to skutek nierównomiernego rozwoju emocjonalnego, intelektualnego i duchowego, czyli nie ma jedności na TRONIE WŁADZY. Jest w nich rozdział, podział pomiędzy podświadomością, świadomością i nadświadomością. Są jakby niezupełni, niezsynchronizowani, jakby chorzy.
To, co ciągle głoszę, to równowaga rozwoju z pomocą i wsparciem Ducha Boga. Jest doskonała droga życia, gwarantująca prawidłowy, owocny rozwój. Tą drogą jest Jezus Chrystus, ale nie ten, którego wyznaje religia umysłu, ale Ten, o którym mówi religia Ducha.

Bez pomocy świata duchowego ci ludzie, świadomi swojej odmienności lub nieświadomi, cierpią, bo nie umieją poradzić sobie ze swoim umysłem. Dla nauki są ciekawym zjawiskiem, dla społeczeństwa – odszczepieńcami i odmieńcami.
Mają w sobie symptomy duchowości, ale nie potrafią ich rozwinąć, ponieważ nie mają osobistych przewodników przeznaczenia, bo nie umieją zestroić się z nimi.
Istoty z wymiarów ponadmaterialnych lub tych materialno-duchowych szanują, z wielką czcią, prawo każdej jednostki do życia, wg woli takiej jednostki, i nie ingerują w żaden sposób, poza ochroną życia. Nie ingerują dopóki taka jednostka nie zapragnie pomocy lub wybawienia niebios.

Sam to przeżyłem kilka lat temu, co zostało opisane w mojej książce JA ZWYCIĘŻYŁEM ŚWIAT .  Skorzystałem z oświecenia istot duchowych i w konsekwencji dzisiaj jestem świadomym uczestnikiem życia. ŚWIADOMIE dbam o swój równomierny wszechstronny rozwój. Sam dla siebie jestem zagadką. Sam siebie obserwuję. Uczę się na sobie samym. Świadomie rozwijam i udoskonalam swoją osobowość. Posiadam świadomość synostwa boskiego i korzystam z wolności i przywilejów, jakie ma syn Boga. Nie osiągnąłem szczytów, ale spokojnie rozwijam się, obserwując jednocześnie świat i wszelkie jego przejawy. Widzę lęk i przerażenie narodów, pogoń za czymś, co niebiosa nazywają marnością i mozołem. Widzę wszelką dezorientację i wszelkie podświadome próby kontaktu z rzeczywistościami świata Ducha. Źle odczytywane sygnały Ducha są transformowane we wszelkie zboczenia i fanatyczne poglądy.

Obserwuję siebie, swoje reakcje, swoje osobiste doświadczenia z istotami niebios (świat ponadmaterialny, nasze dalsze przeznaczenie) i doświadczam, poznaję ciało, w jakim mi przyszło żyć. U savantów prawa półkula mózgu jest bardziej aktywna niż u tzw. normalnych ludzi, którzy głównie posługują się lewą półkulą mózgu.
Jestem świadomy istnienia tych półkul, ich możliwości i mocy.
Sam świadomie korzystam z prawej półkuli w specyficzny, korzystny dla mnie sposób.
W Biblii mamy ten sposób opisany w języku niestety archaicznym, niezrozumiałym, wywołującym wiele mylnych teorii, a nawet z tego powodu powstały pustelnie i klasztory. A w tej wskazówce jest opisany pewien proces, doprowadzający do świadomego kontaktu z Bogiem. Niestety nie jest on osiągany od razu, należy go rozwijać i uważnie słuchać fal Ducha.
Drugi werset mówi o duchowym oku, mylnie odczytywany jest jako o oku fizycznym. Czytajcie uważnie, bo to są cenne wskazówki, dane nam przez samego mistrza i nauczyciela światów.

Ew. Łukasza 11:34, Biblia Warszawska
Świecą ciała jest oko twoje. Jeśli oko twoje jest zdrowe, i całe ciało twoje jest jasne. A jeśli jest chore, i ciało twoje jest ciemne.
Ew. Mateusza 6:23, Biblia Warszawska
A jeśliby oko twoje było chore, całe ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie!
Ew. Mateusza 6:22, Biblia Warszawska
Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie.

Mowa tu jest o oku duchowym, przez które mamy kontakt ze światem Ducha, jeśli ono nie działa jak należy, nie widzimy świata Ducha, jesteśmy ślepi i nic nie widzimy. A w koło nas życie aż tętni.
Zdrowe oko jest gwarancją wszechstronnego i duchowego rozwoju.

Tak jak mówiłem, sam badam siebie i sam przeprowadzam na sobie doświadczenia.
Teraz mój krótki raport.
Wyznaczam sobie odpowiedni czas, siadam w pomieszczeniu bardzo cichym, z dala od ludzi (celowo, bo zrozumiałem, że mózgi wytwarzają fale zakłócające. Zrozumiałem tą regułę, będąc w tłumie ludzi, zacząłem tracić kontakt z rzeczywistościami duchowymi, jakby ktoś zagłuszał eter. Kiedy jestem sam, kontakt jest szybki i trwały o dużym natężeniu.). Dlatego Jezus mówił:

Ew. Mateusza 6:6, Biblia Warszawska
Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

Siadam w pomieszczeniu o murach nieprzepuszczających głosu z zewnątrz, minimum kilka metrów od innych ludzi tak, bym ich nie słyszał. Siadam na krześle i przyjmuję odpowiednią pozycję, którą na drodze obserwacji i doświadczeń wybrałem i uznałem za najbardziej odpowiednią dla mnie i gwarantującą szybki i stabilny kontakt. Domyślam się, że ta pozycja w jakiś sposób uaktywnia pracę mojego mózgu. Kilka lat temu dostałem tą instrukcję poprzez osobiste objawienie. Nie pokazała mi tego żadna ziemska istota. Na początku nie rozumiałem tej nauki i nawet będąc jeszcze fanatykiem religijnym myślałem, że jestem zwodzony, ale ciekawość i otwarcie na przejawy Ducha zadziałały i wydały owoc. Odrzuciłem uprzedzenia i rozpocząłem swoją drogę medytacji.

Do tej pory znałem tylko ze słyszenia medytację wschodu, mantry itp. Duch mnie pouczył, poinstruował o innym rodzaju medytacji. Cisza i zero mówienia, wyciszanie umysłu, nie pozwalające na utratę świadomości. Po jakimś czasie poleciłem ten rodzaj innym znajomym i niektórzy już na miejscu, od razu, mieli doświadczenia fizycznych objawów kontaktu z rzeczywistościami duchowymi.

Wracając do początku, siadam w odpowiedni dla mnie sposób i do dzisiaj mam tylko 3 pozycje, w jakich dochodzi do kontaktu, wszelkie inne pozycje zawodzą. Domyślam się, że w tych pozycjach dochodzi do lepszego ukrwienia mózgu. Wyciszam umysł poprzez pozwolenie mu na przemyślenie wszystkiego, co chce. Trwało to na początku godzinę, półtorej, a potem nagle robiła się cisza. Po prostu przerzucałem przez siebie setki myśli i nie stawiałem im oporu. Po godzinie-półtorej robiła się cisza i pojawiały się nagłe wizje, nagle, jak strojący się telewizor, pojawiały się obrazy, jakieś głosy, jakby ludzie, istoty. Z dnia na dzień poświęcałem temu rodzajowi modlitwy coraz więcej czasu. Ten rodzaj modlitwy zajmował już godziny. Czasami dziennie po 4-6 godzin i dochodziłem do coraz lepszej wprawy. Czas na przerzucenie myśli, czyli wyciszenie się, zaczął mi zajmować 10-20 min. Obecnie 5-10 min., a czasami od razu.

Na początku, po pewnym czasie, odczuwałem fizycznie, że przybliża się do mnie Bóg. Czasami odczuwałem, że jakieś istoty duchowe są w koło mnie. Potem, z czasem obrazy stawały się coraz bardziej stabilne i coraz wyraźniej słyszałem pełne zdania, a z czasem doszło do rozwinięcia świadomej komunikacji. Jak niemowlak uczący się panowania nad ciałem, tak ja uczyłem się nowej funkcji, nowej aplikacji życia. Jednocześnie obserwowałem wszelkie procesy, jakie we mnie zachodziły. Nie rozumiałem dlaczego te istoty nie chcą ze mną czasami rozmawiać, kiedy tak fajnie mi szła rozmowa, oni czasami mówili, że wystarczy już, wracaj na górę do rodziny. Ja chciałem dalej trwać w kontakcie z nimi, to wtedy oni kończyli rozmowę i nagle pojawiały się u mnie nagłe drgawki nóg, a to szybko wyłączało mnie z kontaktu z nimi. Zrozumiałem, że oni jakoś potrafią sterować moim układem nerwowym, a te reakcje wyłączają prawą półkulę mózgu. Rozmawiałem na ten temat ze znajomymi i nie rozumiałem jak to działa. Z czasem, na podstawie wnikliwych obserwacji, zorientowałem się co się dzieje.

Poprzez te świadome kontakty, uzyskałem wiele pożytecznych informacji oraz wiele się nauczyłem o świecie Ducha. Zorientowałem się, że mamy w sobie cząstkę Ducha Boga, takiego dostrajacza umysłu, który dostraja i harmonizuje umysł człowieka z rzeczywistościami duchowymi. Zorientowałem się, że podstawą do takiego kontaktu jest mózg. W trakcie moich kontaktów poznałem wiele nauk niebios, nie objawionych nam, bo mogłyby wywołać w nas zgorszenie. Zresztą nauki Jezusa wywoływały zgorszenie i będą wywoływać. Dla szczerze szukających prawdy, nie ma to znaczenia ani nie szokuje ich prawo Ducha.

Ponad rok temu pierwszy raz usłyszałem od istot duchowych, że w obliczu wieczności życie i śmierć nabiera innego znaczenia, i że są światy, gdzie jak ktoś umrze, to się cieszą, a u nas wszyscy się smucą i wynika to z braku zdrowego kontaktu, i poznania mocy życia. Inne światy, świadome wieczności, inaczej reagują na śmierć fizyczną.
Wtedy też usłyszałem, że na innych światach chorych umysłowo lub z uszkodzonym mózgiem po prostu się zabija i nie ma w tym dla nich nic złego ani niemoralnego. Zrozumieli, że w chorym mózgu nie przebywa Duch Boga i nie ma możliwości dostroić umysłu, bo umysł jest więźniem uszkodzonego mózgu, więc nie należy przedłużać cierpienia duszy i w obliczu wieczności wierzą, że dusza rozwinie się w przyszłości w innym ciele, ponieważ równe prawo do rozwoju dla wszystkich daje kreacja. Dla mnie, człowieka z Ziemi, były to szokujące informacje, ale pamiętam słowa Jezusa:

Ew. Jana 16:12, Biblia Warszawska
Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie;

Ta świadomość powodowała, że nie byłem szybki w ocenie, raczej nauczyłem się pojmować, że nie wszystko rozumiem.
Te informacje z innych światów na temat mózgu były dla mnie wskazówką i teraz, świadomy znaczenia mózgu, baczniej obserwowałem siebie w trakcie medytacji. Siadałem i po jakimś czasie ustawały myśli dnia, i chaos życia, i przychodziła cisza, a z nią nagłe uczucie przybliżającego się Boga lub jakichś istot anielskich. Odczuwałem wyraźnie, że ktoś wchodzi do pokoju, gdzie siedzę w ciszy i skupieniu. Zachowywałem świadomość, a jednak pozwalałem, by coś komunikowało się ze mną na poziomie jakby podświadomości. Ja-świadomość obserwowałem nadświadomość i podświadomość.

Oko duchowe stało się czyste i przez to stałem się świadomym uczestnikiem życia. Zorientowałem się z czasem, że nikt nie nadchodzi z innego świata poza budynkiem, ale, że ten stan, jakby przybliżania się, był wywołany traceniem  przez lewą półkulę kontroli nade mną, a przejmowaniem kontroli i przejmowaniem wpływu na świadomość przez prawą półkulę mózgu. Objawiało się to w progresywnym coraz silniejszym odczuciu przybliżania się Boga, tak, jakby On nadchodził.

Pewien mój znajomy opowiadał kiedyś, jak w upalny dzień był bardzo zmęczony, spocony i wycieńczony, i wtedy nagle odczuł silną obecność Boga, i pobiegł do domu, cały czas czując Boga obok siebie. Chciał się modlić, ale postanowił, że najpierw się umyje, bo jest cały spocony. Kiedy doszedł do tego momentu, już wiedziałem, co się dalej stanie i stało się tak, jak przewidywałem, a przewidywałem to na podstawie własnych wnikliwych obserwacji. Zmęczenie, gorąco, pot itp. wyłącza lewą półkulę mózgu i do głosu dochodzi prawa półkula, która cechuje się geniuszem oraz kontaktem z rzeczywistościami świata ponadmaterialnego, czyli duchowego. Czasami prawa półkula, nie kontrolowana, wywołuje o małej sile halucynacje i majaki. Tak się dzieje w stanie wycieńczenia. Kolega wziął prysznic i mówił, że jak woda lała się na niego, tak wyciekała, odchodziła od niego obecność Boga i wyszedł z łazienki sam, bez odczuwania Boga i pragnienia modlitwy, i była tylko chłodna pustka. Powiedział, że Bóg nie poczekał na niego i odszedł. Jak to można przez niewiedzę mylnie odczytać sygnały ciała i Ducha.

Zaobserwowałem, że odczuwanie obecności Boga jest wynikiem przejmowania przewagi przez prawą półkulę i wtedy w mózgu, za czołem, rozgrzewają mi się przednie płaty, a potem górny pod czaszką i wtedy po chwili dochodzi do żywych, trwających nawet dziesiątki minut, kontaktów. Kiedy kończę modlitwę świadomie, przez jakiś czas czuję ciepło pod czaszką i za czołem, po nastu minutach ciepło znika, robi się jakby szorstko, jakby odrętwienie mózgu i zanika po chwili wszelki kontakt. Ten stan kontaktu, po modlitwie, utrzymuje się dość długo, jeśli siedzę i czytam lub rozmyślam, ale kiedy włączę TV i oglądam programy, to jest to jak szybkie świadome trzeźwienie, po prostu bardzo wyraźnie widzę szybko postępujące zmiany w moim mózgu. Świadomy tych i innych właściwości mózgu, steruję świadomie kontaktem ze światem Ducha.

Tam, w tym tzw. ukryciu, jest Bóg. Jest On wszędzie, ale tam jest ta szczególna świątynia, w której dochodzi do szczególnego kontaktu i niewielu jest tych, co znajdują tą drogę.

Opisałem moje własne doświadczenia i spostrzeżenia, aby były pomocą i wskazówką do waszych własnych doświadczeń z rzeczywistościami ponadmaterialnymi. Do tych kontaktów niezbędna jest aplikacja cierpliwości i wytrwałości.
Zrażanie się niepowodzeniami w podejmowanych próbach jest gwarancją niepowodzenia. Cierpliwość i wytrwałość jest gwarancją powodzenia i sukcesu w kontakcie z Bogiem, mieszkającym w każdym człowieku.

Pozdrawiam i życzę fascynującego, owocnego odkrywania Boga w sobie.

MODLITWA JAKO FORMA KONTAKTU

Dzisiaj chcę podzielić się moimi osobistymi doświadczeniami w modlitwie.
Dla mnie modlitwa jest szczególnym czasem kontaktu ze światem duchowym.
Od ok. 3 lat modlę się modlitwą w ciszy fizycznej.
Ktoś może powiedzieć, że medytuję.
Nie jest to jednak typowa medytacja znana ze wschodnich praktyk.
Ten rodzaj modlitwy cały czas ewoluuje we mnie.
Przez ten okres dostałem bardzo dużo pożytecznych rad i wskazówek, dotyczących mojego intelektu, ducha i życia materialnego.
Wręcz krok po kroku niewidzialne istoty nauczyły mnie osiągać odpowiednie stany świadomości w trakcie medytacji tak, by wejść w obszar, teren pracy, funkcjonowania istot duchowych.

To, czego mnie nauczono to, że niebiosa nie odpowiadają na puste słowa, prośby o rozwiązanie problemów, egoistyczne żądze, wyrażane w podstępnych błaganiach lub ślubach. Bóg Ojciec nie reaguje na słowa, On reaguje na postawę ducha. Nauczono mnie, że dojrzała modlitwa jest prośbą o moralny i duchowy rozwój, o siłę ducha w obliczu stanięcia przed problemami. Pokazano mi, że niebiosa nie cierpią ucieczki przed problemami, wręcz wymagają od nas, byśmy stawali śmiało przed obliczem niewiadomego i prosili o poszerzenie intelektu i ducha, o wnikliwość duchową tak, byśmy mogli rozpoznawać sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Wymagają, byśmy prosili o mądrość, rozum, rozsądek i rozwagę potrzebną do śmiałego rozwoju siły ducha i rozumu tak, byśmy znaleźli sposób dotarcia do nieograniczonych rezerw mocy, które Bóg włożył w nas, nagromadził w nas, w domenach naszej podświadomości i świadomości, nadświadomości i jaźni.  Prośba o rozwiązanie problemów jest widziana jako lenistwo. Za to prośba, bez zawahania, o radę i siłę duchową wraz z mądrością, potrzebną do prowadzenia nas i podtrzymywania, w obliczu nagromadzonych problemów, jest szybko wysłuchiwana i reakcja świata duchowego jest błyskawiczna. Świadomość takich wymagań świata duchowego pomogła mi na początku w rozwoju mojej siły ducha.

Z czasem postęp był tak szybki, że momentami nie nadążałem, miałem wrażenie, że ciągle stoję w obliczu niewiadomego i niepojętego. Z czasem zacząłem rozróżniać osobowości duchowe. Zorientowałem się, że są odpowiednie pory dnia, które działają korzystnie na szybkość kontaktu. Zorientowałem się, że to co zjem lub stan mojego nasycenia pokarmem fizycznym ma wpływ na uzyskanie kontaktu, na wniknięcie umysłu w obszary, zakres duchowego świata. Doszło do tego, że wpływ na kontakt miała także pozycja ciała, jaką przyjmowałem. To moje spostrzeżenia ze sfery materii.

Z klasy umysłowej zobaczyłem, że potrzebuję idealnej ciszy umysłu, im większa cisza, tym szybszy i wyraźniejszy kontakt. Szybko zrozumiałem, że codzienne troski i nawał zajęć nie należy tępić w umyśle podczas modlitwy, tylko przepuścić przez siebie. Po okresie od 30 min. do 60 min. następował okres oczyszczania umysłu od świadomości dnia codziennego i potem nagle następował czas głębokiej ciszy, i wtedy pojawiały się nagłe impulsy, przebłyski obrazów ruchomych. Czasami widziałem jak ktoś nagle wpada rowerem na mnie lub spadam z drabiny, czasami nagle znajdowałem się w obcym mi świecie, gdzie istoty były podobne do ludzi i nie dostrzegały mnie, robiły swoje zajęcia bez chwili zawahania. Przebywałem momentami na różnych światach, jako obserwator, byłem przenoszony ze świata do świata. Po takich krótkich impulsach pojawiały się istoty lub ich nie widziałem, ale słyszałem wyraźny przekaz, skierowany do mnie. Kiedy nie kończyłem medytacji, pomimo ich ponaglenia, w jakiś nieznany mi sposób oni powodowali, że przez moje ciało przechodziły impulsy i nagle drgały mi nogi lub ręce, albo głowa, i to wyprowadzało mnie ze stanu świadomości, w jakiej byłem do stanu świadomości codzienności.

Potem w trakcie ewolucji tego rodzaju modlitwy, kiedy pojawiała się ekstaza, uczucie zadowolenia i emocja szczęścia, po których zazwyczaj kończyłem modlitwę, bo błędnie odczytywałem te znaki jako wysłuchaną modlitwę i akceptacje Boga, wtedy nagle nie widząc nikogo, w trakcie takiej ekstazy, usłyszałem słowa: „Miej świadomość, że ekstaza jaką przeżywasz  to tylko chemia, rządzi tobą elektryka twojego mózgu, przetrwaj tą chwilę, nie kończ modlitwy, idź dalej”. Po tych instrukcjach doszedłem do stanów porozumiewania się bez słów, do mowy stanu ducha, poprzez stan ducha. Zrozumiałem, że wchodzę w rejony nieznane mi, że ciemność przede mną obraca się w jasność. Zrozumiałem, że Bóg wyzwala moją duszę, instruując mnie jak mam postępować i jak myśleć, posłuszeństwo dawało mi siłę ducha, a ta siła wyzwoliła mnie z uzależnień, jakich normalnie nie widzimy. Bóg odpowiadał na moją modlitwę, dając mi coraz szersze objawienie prawdy, które przyczyniało się do rozwoju siły ducha.

Zobaczyłem, że modlitwa jest najsilniejszym bodźcem rozwoju duchowego. W modlitwie docieram do pokładów nieograniczonych sił, do tzw. ukrycia, w którym mieszka, przebywa część osobowości Boga.

Proście o rozwój, a nie o zaspokojenie. Bóg nie odpowiada na słowa, ale na postawę ducha. Sami doznacie niesamowitych przeżyć, kiedy wkroczycie w nieznane obszary umysłu. Przyjmijcie postawę obserwatora. Nigdy nie tracę świadomości w modlitwie, a jednak tak wpływam na umysł, że wchodzę w zakres takiej pracy mózgu, że dochodzi do kontaktu z prawdziwą rzeczywistością, ze światem, zakresem duchowym.

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: