Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

Ci, którzy trafiają na tą stronę internetową i czytają moje wpisy mogą nie zrozumieć o czym ostatnio piszę, a tym bardziej to, o czym dzisiaj chcę napisać. W ciągu ostatnich kilku lat przeszedłem pewien etap dezintegracji. Obecnie, tak jak nie raz pisałem, szukam, dzięki narzędziom świadomości i pewnym zmysłom, jakie uaktywniły się we mnie, szukam „sensu”, „powodu”, „celu” oraz „Źródła”, skąd wszystko pochodzi.
Nie ustaję w poszukiwaniu, jestem dociekliwy i mam świadomość, że osiągnę cel, znajdę to, czego szukam.
Ew. Tomasza 2
Rzekł Jezus: „Niech ten, który szuka, nie ustaje w poszukiwaniu aż znajdzie. I gdy znajdzie, zadrży, a jeśli zadrży, będzie się dziwił i będzie panował nad Pełnią”.

Mam świadomość, że jestem istotą inkarnowaną na tym świecie, zwanym Ziemią, i jestem tutaj pierwszy i ostatni raz, i bardzo mi się tutaj podoba, chociaż nie raz dostałem tutaj mocno w d…ę.
No cóż, takie jest życie… 🙂
Zaakceptowałem życie w całej jego „pełni”, czyli słodycz i gorycz.
Dzięki temu mogę rozróżniać pomiędzy tym co istotne, a co nieistotne.
To, co opisuję na tej stronie jest raportem z moich osobistych doświadczeń i wiem, że jestem w awangardzie przybyłych istot.
Nadchodzą potężne istoty, które tutaj będą się inkarnować, ale potrzebują tutaj na miejscu „ubrać” się w pewien poziom świadomości lub otrzymać sygnał, który uruchomi zakodowane w nich pokłady pewnej siły duchowej i nadświadomości.
Mówiąc językiem komputerowo-potocznym: „muszą załadować aktualne dane”.
Będą mówić o nich tak, jak mówili o Jezusie, „skąd mają tą mądrość, nigdzie się nie uczyli, na Ziemi nie ma szkół, które by uczyły takich rzeczy”.
Dlatego to, co dzisiaj opiszę jest bardziej skierowane do tych, co już się narodzili i jak to ja mówię: „jeszcze na stojąco wchodzą pod stół”.
Nie znaczy to, że tylko dla nich to opisuję nie, niech czyta każdy i szuka dla siebie tego, co z nim wibruje.
Wiele razy pisałem, że od kilu lat medytuję codziennie. Nie jest to medytacja tradycyjna w ciszy i skupieniu.
Zaobserwowałem, że pewne sygnały uruchamiają we mnie tzw. meta-wymiary, dzięki którym uczę się.
Główne sygnały to pewne dźwięki pewnych utworów Wing Makers i z instytutu Roberta Monroe.
Kiedy słucham pewnych wyizolowanych kawałków utworów, doznaję błyskawicznych meta-wymiarów i na razie niestety, ale jak dźwięki się kończą, kończą się meta-wymiary.
Słucham wielokrotnie i z wielkim trudem robię postępy w poruszaniu się w meta-wymiarach.
Czuję się jak w filmie „Na skraju jutra”. Żyj. Giń. Powtórz.
Kto oglądał ten film, wie o czym mówię.
Nie chcę się na tym skupiać, raczej chcę opisać czego doświadczam, bo elementy układają się w coraz wyraźniejszy obraz, który wygląda na to, co opisują w KSIĘDZE URANTII, na temat scalania się z Dostrajaczem Umysłu.
Biblia opisuje to tak, że po śmierci Jezusa na Ziemię przybył (tzw. wylanie Ducha) „Duch Święty” i jest dostępny dla wszystkich ludzi.
Wcześniej, z jakiegoś powodu, był dostępny wyłącznie dla garstki  „wybranych” (pod tym słowem widzę raczej ludzi o pewnych ponadstandardowych zdolnościach).
Scalanie z Dostrajaczem, Duchem jest procesem i im większe scalenie człowieka, tym większe możliwości „ponadnaturalne” ma taka scalana istota.
Też wiele razy pisałem, że przechodzę na Ziemi swoje własne szkolenie, mające na celu uaktywnienie i rozwinięcie pewnych zmysłów, niezbędnych „gdzieś tam i po coś tam”.
A tylko tutaj, na Ziemi, można doznać potężnych bodźców do uaktywnienia tych zmysłów.
Tyle wstępu wyjaśniającego.

W trakcie medytacji widzę jakiś inny świat. Poziom technologiczny tego świata jest tak wysoki, że nasze obecne technologie można śmiało powiedzieć, że są starożytne w porównaniu do tamtych technologii.
Wiem, że ten świat jest w trakcie niszczenia przez drapieżną rasę z jeszcze innego świata.
Broń najeźdźców niszczy molekuły, z jakich jest zbudowany ten świat. Nie wiem co jest celem najazdu.
Idę razem z kilkoma innymi istotami, przybyliśmy niedawno na ten świat.
Naszym celem są najeźdźcy, a konkretnie wyeliminowanie, zakończenie istnienia w tym wymiarze materii, mówiąc po ludzku, po prostu zabicie tych, co są słabi.
Słabi oznacza tych, co nie są dobrze wyszkoleni i są jakby chorzy, niepełnosprawni świadomościowo, co powoduje brak działania niezbędnych zmysłów.
(Przypomina mi się, że jest zapisane w Biblii, że Bóg powiedział, że stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy. Z ciekawością obserwuję procesy, jakie zachodzą w organizmie człowieka, a ten organizm jest jakby analogią do kosmosu i procesów zachodzących w kosmosie. Wracając do ciała, to mamy coś takiego jak system odpornościowy, który zajmuje się różnymi sprawami, ale jednym z jego działań jest niszczenie słabych komórek. System nie pozwala na starzenie się komórki i naturalne obumieranie. System wyszukuje komórki poniżej pewnego poziomu i niszczy je. To przypomniało mi się jak doznałem tego meta-wymiaru. Jakby ktoś mi coś podpowiadał.).
Widzę jednego z nich, jest w jakichś zabudowaniach, coś robi, jest plecami do mnie.
Idę śmiało i pewnie, bez cienia niepewności lub strachu, nawet nie dbam o to, czy mnie usłyszy.
Im bardziej się do niego zbliżam, tym bardziej dociera do mnie kim jestem i jaką „technologią” dysponuję.
Zrozumiałem, że posiadam pewien poziom nadświadomości i nadświadomością steruję moim „pancerzem”.
Rodzaj zbroi, jak z filmów s-f, przykrytej fioletowym płaszczem z energii, jak szkło chromatyczne, na którym są jakby wyhaftowane złotą nicią postacie „serafinów” (tacy jak w KSIĘDZE URANTII ).
Tych postaci jest pełno, setki na moim płaszczu i wszystkie się ruszają.
Coś jak zdjęcia w iPhon-ach. Kto widział lub ma iPhona to wie o czym mówię.
Nadświadomością steruję funkcjami pancerza łącznie z płaszczem.
Idę tak zamaskowany, wiem, że ta istota mnie nie widzi, ani nie słyszy, ani nie czuje, chociaż ma słuch i węch lepszy niż ziemskie psy.
Podchodzę tak blisko, że jestem po lewej stronie tej istoty i kucam przy niej, ona nachyla się nad czymś, coś robi.
Ja nachylam się na równi z nią i spoglądam w jej twarz i nadświdomością wyłączam funkcje pancerza, robię to tak, jak człowiek myślami niezauważonymi steruje swoim ciałem, i nagle ta istota mnie czuje i widzi.
Jest totalnie zaskoczona i nie zdąży zareagować.
Gdyby była na wyższym poziomie duchowym, widziałaby mnie pomimo maskowania.
Widzę, że zrozumiała, chociaż jest przepełniana błyskawicznie strachem i świadomością nagłego końca.
Widzę, że jej organizm biologiczny pod wpływem silnego stresu przepełnia się paraliżującymi, śmiercionośnymi toksynami, które błyskawicznie rozprzestrzeniają się po organizmie i powodują ogromny fizyczny ból u tej istoty.
Ona nie umie nad tym zapanować, jest za słaba duchowo.
Ma świadomość, że ją widzę, dokładnie i dogłębnie.
Ma świadomość, że to już koniec jej doświadczenia i widzę jej rozczarowanie, że tego się nie spodziewała, że to już koniec, że nie udało się.
Ból, rozczarowanie, strach, lęk i zrozumienie oraz pogodzenie się z tym, co się stanie, wszystko się dzieje w mgnieniu oka.
Dzięki scaleniu z Dostrajaczem nikt mi nie musi mówić nic o tej istocie.
Wiem o niej wszystko, jest dla mnie jak otwarta książka.

To tak, jak Jezusowi nikt nic nie musiał mówić o ludziach:

Ew. Jana 2:25, Biblia Warszawska
I od nikogo nie potrzebował świadectwa o człowieku; sam bowiem wiedział, co było w człowieku.

Wiedział, bo był scalony z Duchem, o czym sam nie raz mówił.
Na mojej twarzy pojawia się grymas, taki ziemski, mówiący „no cóż”.
Mówię do tej istoty, „no cóż, takie jest życie”, i zabijam tą istotę.

(W trakcie myślę: dlaczego to robię? Od razu przychodzą do głowy myśli, które rozpoznaję jako głos Dostrajacza. Mówi mi, że ten świat doznaje obecnie testu, na ile jest silny, by przetrwać tak wyrafinowane istoty, jeśli je pokona udowodni, że jest dobrze zbudowany Duchowo, mówiąc językiem religijnym: jest „godny”, by istnieć. Jednak, jak w przypowieści o łapaniu wielu srok za ogon, wielokrotnemu testowi poddawani są także najeźdźcy. Pierwszy test to walka z mieszkańcami tego świata, a drugi test, w trakcie pierwszego testu, to ja i moi koledzy, którzy niszczymy ich – najeźdźców – tych słabych, źle przygotowanych. Silni nie walczą z nami, widzą nas i unikają nas jak ognia. Kiedy zobaczę, że zauważono nas, te istoty szybko odwracają głowę jakby nie chciały spotkać się wzrokiem i w pośpiechu zmieniają kierunek swojego marszu.).

Mam świadomość, że duchowe „ja” tej istoty właśnie trafia w ręce „aniołów śmierci” i zostanie poddane pewnym analizom, by z czasem powrócić ze wzbogaconą świadomością w jakimś miejscu jako jakiś ktoś, by nabrać doświadczenia wzbogacającego ducha.
Popełnione teraz błędy jakoś wpłyną na następne doświadczenie.
Odwracam się, koledzy stoją i patrzą bezemocjonalnie.
Wstaję i idziemy szukać następnych.
Myślę sobie, a może ja i koledzy też jesteśmy właśnie poddawani testowi, ale na czym w naszym przypadku polega ten test, co jest istotne, a co nie?
Wtedy nagle orientuję się, że te myśli pochodzą od Dostrajacza, jakby mi podpowiadał, że tutaj jest więcej „srok”, których łapie się za ogon, za jednym razem.
Myślę sobie, że tylko potężny umysł wielordzeniowy potrafi wykonywać perfekcyjnie tyle operacji na raz i te operacje, sposób ich przeprowadzania jest charakterystyczny dla Boga, jakby to był Jego podpis.

Meta-wymiar się kończy.
Z początku nie rozumiem o co chodzi, co przedstawia, ale pozostaje silny, wyraźny obraz w głowie.

Za kilka dni, medytuję i słucham innego utworu, i powstaje następny bardzo wyraźny meta-wymiar.
Pewne dźwięki, trwające kilkadziesiąt sekund, uruchamiają jakieś obrazy. Dźwięki się kończą i obrazy giną.
Zastanawiam się co widzę, co widziałem.
Widzę piękne miasto. Niebo jest jednokolorowe bezchmurne, nie ma słońca, a jest jasno jak w słoneczny dzień. Plac wyłożony płytami jakby z marmuru o wymiarach 3×2 m. Widzę siebie jako chłopca 8-10 lat, idę i zaczynam biec przez plac. Na placu jest piękna fontanna jakby ze szkła, leje się prawdziwa woda, tak mi się wydaje, że to woda, bo słyszę muzykę zamiast chlupania wody.
Po mojej lewej i prawej stronie piękne wielopiętrowe budynki o ostrych kształtach z dużymi tarasami. Plac o rozmiarach, tak na oko, szerokość 50 m, długość 1 km. Coś z płyt wystaje, jakby szklana tafla, to mapy, nie, to interaktywne, multimedialne informatory.
Kończy się dźwięk, obraz znika.
Nagrałem sobie ten urywek tak, by odtwarzał się w kółko przez 15 min.
Słucham na słuchawkach bezprzewodowych na kartę SD, więc nie mam możliwości repeat.
Te same utwory, słuchane z głośników komputera lub sprzętu audio nie działają.

Działają tylko na słuchawkach, gdzie dźwięk bezpośrednio, bez zakłóceń z zewnątrz, trafia do mózgu.
Odtwarzam od nowa z nadzieją, że zobaczę coś więcej.
Widzę to samo i tak kilka razy, i już wiem następnym razem co będzie.
Kończy się utwór i koniec meta-wymiaru.
Odtwarzam w kółko i zachowując świadomość mówię sobie: „muszę zobaczyć coś więcej, zrozumieć o co chodzi”.
Pytam się jakby Ducha:
„Czy to przeszłość, czy przyszłość. Co ja widzę?”

Wysilam się i to bardo, i w tym samym urywku muzyki biegnę przez plac i udaje mi się „stanąć” przed biegnącym samym sobą jako dzieckiem i zobaczyć obraz za moimi plecami jako dziecka. Widzę swoją twarz, a za plecami ogromne piękne miasto, jakiego nigdy nie widziałem.
Pytam się: „co to jest?”
Czuję atmosferę tamtego miejsca.
Atmosfera tego miejsca, to jest najważniejsze, powalająca atmosfera.
Stan świadomości żyjącego tam społeczeństwa to styl życia w pokoju i harmonii z Duchem. Miejsce jakby odizolowane od naszych klimatów.
Nie mogę poczuć nic, co na Ziemi czuję, ani nic nie ma z naszych klimatów, typu: narzekania, zmęczenie, walki o władzę, nie ma pieniądza.
Wszechobecne uczucie wolności, pokoju, bezpieczeństwa, piękna, harmonii i czegoś jeszcze, nie mogę znaleźć słowa, by to opisać.

Wtedy słyszę w moim umyśle, raczej mi się przypominają wersety z Biblii, ale ja znam tą formę komunikacji, rozumiem, że to Duch mówi do mnie.
„Czego oko nie widziało…”
1 List do Koryntian 2:9, Biblia Warszawska
Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują.

To jest takie miejsce odpoczynku, wakacji, relaksu, regeneracji, odbudowy, rozrostu, rodzaj niebios.
Pytam się:
„Czy tak zawsze będzie?”
Wtedy przypomina mi się meta-wymiar z zabijaniem.
Rozumiem, że Duch mówi tym obrazem, że jest to życie jak wakacje, by doszło do skatalogowania i scalenia w nadświadomość wcześniejszych doświadczeń na innych światach.
To jak taki czas wytchnienia dla mięśni zmęczonych na siłowni, daje im się wolne, by w tle odpowiednie służby w organizmie usunęły skutki katabolizmu i ruszyły anabolizmem, by osiągnąć stan lepszy niż był przed katabolizmem.
Obydwa procesy są procesami metabolizmu.
Tutaj analogicznie dzieje się z nabytym doświadczeniem.
Kiedy doświadczenie przerodzi się w pewien poziom świadomości i nadświadomości, istota posługuje się „niebiańską technologią” i może stać się, powiedzmy, „strażnikiem niebios”, jest wysyłana „gdzieś tam, po coś tam”.
Ktoś tym umiejętnie steruje, sam będąc w ukryciu dla tych, co są słabo scaleni lub wcale nie są scaleni z Dostrajaczem, jak ta istota za słabo scalona, nie działały w niej zmysły i dała się podejść, nie wyczuła energii subtelnej wibracji maskowania.
Coraz wyraźniej wyczuwam kogoś przyjaznego, którego plany są na tym poziomie niepojęte i niezrozumiałe, a nawet jakby ktoś na tym poziomie je zobaczył, to by się mocno zgorszył.
Plany są niewidoczne dla ludzi religijnych oraz zamkniętych w swoich umysłach, skoncentrowanych tylko na materii.

Na tym chcę zakończyć.
Nie chcę narzucać dalszego toku myślenia, jakichś wniosków, niech każdy sam, jeśli chce, znajdzie dla siebie jakieś wnioski.
Poniżej przesyłam zdjęcia, jakie sam zrobiłem swoim telefonem ze świata, w jakim biegam.
Bo dla człowieka w pewnym wieku🙂 sport to już nie kwestia wyboru, ale raczej konieczność, jeśli chce się normalnie funkcjonować, a nie wegetować.
Zdjęcia wprowadzają pozytywną energię.

DSC_0104

DSC_0181

DSC_0182

DSC_0095

Chmurka tagów

%d bloggers like this: