Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

Archive for Wrzesień, 2015

SYNESTEZJA, META-WYMIARY

Kiedyś pisałem o aspektach, które powodują, że mam powiedzmy „zdolność” postrzegania i kontaktu z innymi rzeczywistościami, niewidzialnymi dla powiedzmy „normalnego”, „standardowego” umysłu.

Nauka w końcu chciała zbadać sprawę ludzi o tzw. zdolnościach paranormalnych i przeprowadzono dużo badań. Określono, że są ludzie, którzy mają więcej połączeń w mózgu niż „standardowi” ludzie i to powoduje pewnego rodzaju „zdolności”, zwane synestezją, czyli równoczesne postrzeganie wielozmysłowe.
Ja sam zastanawiam się nad ciałem, w którym przebywam i doświadczam tego świata. Badam możliwości własnego ciała.
Miałem ostatnio rozmowę o tym, że ludzie traktują pewne sprawy jako coś normalnego, ale dalsze kontynuacje tych spraw już jako fantazję. Ja tak tego nie widzę i dlatego skupiam się na pewnych synestezyjnych procesach i dochodzi u mnie do doświadczania meta-wymiarów, i kontaktów z innymi światami i istotami. Co do standardowych czynności, to ludzi traktują całkiem normalnie jedzenie. Zobaczcie jemy i to powoduje, że ciało funkcjonuje. Zmęczony, smutny, podłamany człowiek jak coś zje, to mu humor się polepsza. Inni idą do opery, kina, by coś posłuchać lub obejrzeć i też tzw. humor im się polepsza. Wypije się na przykład alkohol i ten ma wpływ na umysł. Słucha się na przykład odpowiednich dźwięków i te podnoszą wibrację umysłu na poziomy niedostępne bez słuchania tych dźwięków.
Tzw. narkotyki powodują różnego rodzaju halucynacje i wizje.
Różne reakcje różnych ciał na różne bodźce.
Mam wrażenie, wręcz widzę, że nasze ciała są jak radioodbiorniki starodawne na pokrętło, odpowiednio pokręcane odbierają odpowiednie stacje.

Meta-wymiary mam od kilku lat, ale w ostatnich miesiącach doznaję po kilkanaście lub kilkadziesiąt dziennie.
Zaobserwowałem co na to wpływa.
Od ponad roku piję pewien rodzaj ogólnie dostępnego napoju, jednocześnie słuchając muzyki. Po wypiciu już 300 ml doznaję niekontrolowanych meta-wymiarów.
Niedawno przeczytałem 3 książki Roberta Monroe i zobaczyłem wiele podobieństw, jeśli chodzi o doświadczanie pewnych wymiarów. Monroe był bardzo bogatym człowiekiem i w pewnym momencie swojego życia zaczął doświadczać niezrozumiałych dla siebie przeżyć, aby zbadać, co się dzieje z jego ciałem założył w tym celu specjalny instytut, który badał ludzi jemu podobnych. Zorientowali się, że zbiór odpowiednich dźwięków w postaci muzyki powoduje różne odmienne stany rzeczywistości, a wręcz nawet wychodzenie z ciała. Ludzie słuchający tej muzyki różnie reagowali. Znajomi psycholodzy odtwarzali muzykę swoim pacjentom jako element działający w tle w trakcie sesji i niektórzy ludzie prosili o wyłączenie muzyki, bo doznawali różnych stanów „nie normalnych” i nie chcieli ich doznawać.
Znalazłem w internecie muzykę stworzoną w instytucie Monroe, kilka utworów. Słuchałem i rzeczywiście doprowadzała ta muzyka mój umysł do wybuchu prezentacji różnych obrazów ruchomych, w trakcie słuchania. Zorientowałem się, że umysł pierwszy raz słyszy taki zbiór dźwięków i „szaleje”. Obrazy te były jakby urywkami różnych filmów po kilkanaście sekund. Odpowiednio do dźwięków umysł dobierał sobie, a to plaże, a to kaniony, kosmos, lot nad górami, ruchliwe ulice, pustynie, sawannę, walkę zwierząt, cichą wodę, burze i tornada, las pełen ptaków, pościg w mieście itd.
Po kilku dniach słuchania zorientowałem się, że jeden utwór ok. 50-minutowy zawiera w sobie ostatnie prawie 10-minutowe zestrojenie dźwięków, które powoduje u mnie silne obrazy widzenia samego siebie w różnych sytuacjach.

Postanowiłem, że poprzez program do edycji muzyki wytnę ten urywek muzyki. I tak zrobiłem. Następnie nagrałem go na pamięć kilka razy pod rząd, by była ciągłość powtarzania, ponieważ słucham na słuchawkach bezprzewodowych z własnym wbudowanym odtwarzaczem, który sczytuje z karty SD, więc nie ma funkcji replay. Kładłem się na nowoczesnym bujaku, typu hamaka z jednym uchwytem sprężynowym, włączałem muzykę i popijałem sobie co chwilę ten napój, o którym powyżej wspomniałem. Po kilku minutach już doznawałem meta-wymiarów. Wszystko w stanie świadomym. Popijałem, a po jakichś 10-20 minutach przestawałem już popijać, bo meta-wymiary tak mnie wciągały, że nie chciałem przerywać akcji, jaką oglądałem. Tamte rzeczywistości były tak intrygujące, że wciągały mnie w swoje realia. W tle słyszałem muzykę i pewne odpowiednie dźwięki pojawiające się cyklicznie wytwarzały tempo obrazów. Na początku były to różne zdarzenia jakby nie powiązane ze sobą. Po wielu takich sesjach nabrały jednego charakteru, chociaż akcja działa się za każdym razem w świecie odmiennym od poprzednich.
Po pewnym czasie zaczął występować jeden charakter zdarzeń.
Widzę samego siebie, za każdym razem jako mężczyznę o człekopodobnym ciele, o różnej tuszy i posturze, zazwyczaj młodego, określając wiekiem ludzkim wygląd na 25-30 lat. Spieszę się, bo to ostanie chwile mojego życia. Za każdym razem kończę śmiercią spowodowaną przez jakiś czynnik zewnętrzny, a w ostatnich doświadczeniach za każdym razem sam popełniam samobójstwo.
Teraz mam 49 lat, więc te doświadczenie ludzkie jest inne, jakby finalne.
Za każdym razem coś mi grozi. Pierwsze razy robię coś w pośpiechu, oglądając się za siebie, bo nadchodzi mój koniec życia. Śpieszę się, tworzę coś i nie nadążam, ginę. Potem znowu, robię coś i ginę. Za każdym razem inne ciało, inny świat. Nigdy nie przypominający naszego świata. Tamte światy są mocno zaawansowane technologicznie i wizualnie. Nasz obecny świat, z miastami jak Paryż, Nowy York, Dubaj itp. to jak wsie zabite dechami, lepianki. Tamte światy posługują się technologiami nawet nie występującymi w filmach s-f. Kiedy coś tworzę, to za każdym razem mam przed rękami kompletnie odmienne „urządzenia”. Raz siedzę przed jakby, prymitywnie mówiąc, wanienką taką 100 x 50 cm, grubości 2 cm i jakby wypełnioną płynem, jakimś takim żywym, ruchliwym, wielokolorowym, układam wzory, formy. I oglądam się w pośpiechu i ginę. Innym razem siedzę przed taflą jakby szkła, też coś ruszam rękami po tej tafli, a ona jest miękka, reaguje na moje ruchy, co chwilę się oglądam i ginę. Po wielu razach doświadczania tego samego charakteru meta-wymiarów postanawiam, że skupię się na tym, czego doświadczam i spróbuję wniknąć o co chodzi z tymi doświadczeniami. Następne razy to samo, za każdym razem inne „urządzenie”, inny świat, mocniej zaawansowany technologicznie i tym razem powoli, z doświadczenia na doświadczenie, wyłania się mój nastrój, jakbym widział swoje myśli. Widzę, że każde nowe doświadczenie kończy się zadowoleniem. Wnikam w umysł tego siebie samego i widzę jego myśli. Te urządzenia mają kontakt z ponadwymiarowym dyskiem twardym, opisuję to naszymi słowami, oni to nazywają niezniszczalną wieczną biblioteką, do której raz coś się włoży i to nie zginie, a jak się zna kod dostępu, to można odtworzyć zaszyfrowane dane. To jak nasz internet tylko ten jest ograniczony do tu i teraz. Poprzez urządzenia komponuję coś, jakieś zaszyfrowane wiadomości, do których „oni” nie mają dostępu. „Oni” są bezradni. „Oni” tworzą system władzy wielowymiarowej, zwanej na różnych światach: niższym niebem, hierarchią, zwierzchnościami, władzami, bezcielesnymi istotami, a na Ziemi znani jako upadli aniołowie.
Wnikam w siebie i widzę, że cieszę się, za każdym razem jestem o kilka kroków dalej.
Ostatni meta-wymiar: jestem w budynku, na bardzo dużej wysokości i siedzę przed wizją na miasto. Nie ma szyb, cała ściana to rodzaj niewidzialnej energii. Nie ma drzwi z materii, to jest rodzaj energii, reagujący na odpowiedni kod. Drzwi są nieprzejrzyste. Ściany to minerał, ale jaki, to nie wiem. Coś jakby duraluminium. Tworzę na tafli coś, teraz widzę, że to muzyka, odpowiednie dźwięki, i wysyłam ją do biblioteki. Humor mam dobry, bo to już koniec. Myślę sobie: nareszcie rozgryzłem temat. Następnym razem system będzie bezradny wobec mnie. Następnym razem oznacza następne życie. Widzę, że znowu narodzę się w jakimś świecie opanowanym przez „Nich” i poprzez nici zdarzeń, pomimo wymazania pamięci, dotrę do zakodowanych przez siebie danych, które są w bibliotece, która przenika wszystko. Z niej czerpią inspirację rzesze ludzi, którzy mają wpływ na charakter Ziemi.
Wnikam w umysł tego mnie i widzę wolność umysłu, jakiej nawet nie czułem. On, czyli ja, jest świadomy wieczności i niezniszczalności. Oni z systemu to godni pożałowania nieudacznicy, co nie zdali „matury”. Zamknęli się w klasie i beczą, i bronią tego swojego miejsca. Mają świadomość, że kończy im się czas. A ja tworzę dla następnego mnie muzykę. Tworzę tak, że w jakiś sposób wnikam w pewien sektor wszechistnienia, dowiaduję się lub planuję przez manipulację, gdzie będę żył następnym razem i wnikam w ten świat, skanuję go, badam współczesność, wybieram odpowiednie w tamtym, przyszłym czasie i miejscu bodźce, i je układam w kompozycję. Jeśli zbiorą się te bodźce w odpowiedniej kompilacji, to ujawnią przyszłemu mnie to, co teraz koduję. Są to informacje, wskazówki co i jak robić, by nie być uczestnikiem systemu, a wyjść spod systemu. Często są to wskazówki jak kontaktować się z Niebiosami niebios. Upadli aniołowie wiedzą i są bezradni, chcą mi przeszkodzić, jeśli im się uda, a na pewno pozbyć się mnie.

Ostatnim razem używają specjalnej istoty, by mnie zlokalizować, bo oni mnie już nie widzą. Ostatni raz siedzę przed taflą, obserwuję jak tafla miesza kolory, wydobywają się dźwięki, nigdy nie słyszane na Ziemi za tego mojego życia. Jakby tafla rozmawiała ze mną. Wygląda jak przecięty i wypolerowany blok kamienny wielobarwny, tylko ta wielobarwność się rusza. Przykładam prawą rękę do prawej strony tafli i podnoszę ją, i masa kolorowa podąża w górę za dłonią, a lewą ręką kręcę po tafli w lewo i powstaje wir kolorowy, prawą opuszczam, aż wsadzam w taflę głęboko i wyciągam, a lewą przesuwam wprzód w tył i tafla mówi, widzę jak otwiera bibliotekę i łączy się z wieczną niezniszczalną biblioteką, i potem przesyła, układa, magazynuje info.
Czuję tą istotę, oglądam się za siebie, ściana i drzwi tworzą jedną taflę i już wiem, że są za drzwiami, a ja odwracam się i patrzę w miasto, jednocześnie zamykając taflę. Patrzę z uśmiechem, że to już koniec. Po wielu życiach praca zakończona. Patrzę w miasto i myślę: fajny świat, nie zdążyłem nim się nasycić, ale fajny, zaciskam usta i lekko macham głową góra dół, jakbym żałował, że nie udało mi się dłużej pożyć na tym świecie. Odwracam się do tyłu, jednocześnie wygaszam taflę i już widzę jak drzwi straciły kolor stały się bezbarwne, ale jeszcze są nie do przebycia. System obronny domu modyfikuje i hakuje próbę złamania kodu. Po chwili łamią kod i drzwi się wygaszają, biegiem wpadają, trzymając w rękach broń, wiedzą, że już po wszystkim. Pozostaje tylko złapać żywcem. Widzę ich myśli. A ja już biegnę w kierunku „okna” i uruchamiam odpowiedni dźwięk i nie ma „okna”, wypadam, oni chcą mnie złapać, lecę głową do góry, spoglądam na okno, z którego wypadłem i widzę ich, system z powrotem się załączył po kilku sekundach i „okno” staje się materiałem, z jakiego zbudowany jest budynek, i widzę jak kilku, co się wychylało, zostało na trwałe uwięzionych w „oknie”.
Meta-wymiar się kończy.
I to nie był sen, bo wszystkiego jestem świadomy.

Odpowiednie ułożenie ciała, odpowiedni płyn do picia, odpowiednie dźwięki, no i odpowiednia pora dnia, świeci prosto w twarz słońce i powstaje meta-wymiar. Działa to u mnie. Nie gwarantuję, że u innych też ta kompozycja zadziała. Raczej jestem pewien, że każdy z nas ma niepowtarzalne ciało i sam musi dojść do tego, co działa na jego ciało tak, by nawiązało kontakt, stało się odbiornikiem o poszerzonym spektrum zmysłów.

Człowiek idzie do filharmonii odpowiednio ubrany, to go nastraja, siada w odpowiadającym mu miejscu, słucha z odpowiednim skupieniem dźwięków, które wpływają na jego mózg, który zaczyna produkcję różnych substancji, wprowadzających go w różne stany emocjonalne.
Potem mówi: „ale to była strawa duchowa”. Akurat mi utkwiły te słowa, bo raz byłem na takim koncercie i ludzie wychodzący byli tak szczęśliwi i usłyszałem, jak dwie kobiety mówiły do siebie w ten sposób: „ale to była strawa duchowa.”
I to jest uznawane za normalne.

Innym razem człowiek coś zje i jego ciało umiera.

Ja po prostu badam samego siebie to, co ma na mnie wpływ.
Staram się świadomie odżywiać i wprowadzać ciało w stany meta- wymiarów poprzez odpowiednie dźwięki.

Doświadczenia z istotami z wyższych Niebios są bardzo rozwijające i pomagają pojąc i zrozumieć to, co niedostępne jest dla „normalnych” ludzi, o jakich powiedział Jezus, że są to ludzie martwi.

Nie udało mi się umieścić tego wyciętego fragmentu utworu we wpisie, bo jednak wordpress nie pozwala na takie pliki.

Następnym razem opiszę właśnie o Niebiosach niebios, jakie zobaczyłem różnice i co mi pokazano po doświadczeniach meta-wymiarów.

Kończąc, przypomniał mi się właśnie fragment jednej z książek Roberta Monroe, gdzie dotarł on do „kolejki” oczekujących na narodziny na Ziemi. Pojawił się tam jeden „człowiek” i powiedział, wręcz zaczął krzyczeć, że rozgryzł ten system, po wielu razach rozgryzł system i pytał się każdego, czy mu pomoże na tym świecie, na jakim się razem narodzą, rozwalić ten system. Wszyscy słuchali spokojnie jego ekscytującego przemówienia. Na koniec jeden ze stojących w kolejce powiedział, że nawet jakby chciał mu pomóc, to nie pomoże, ponieważ wszyscy nowo rodzący się mają wymazaną pamięć poprzednich doświadczeń. Więc nikt nie będzie pamiętał to, o czym się teraz rozmawia.

Pamięć jest, ale jest zablokowana.

Dlatego polecałem już nie raz i polecam nadal studiować materiały WingMakers , ponieważ zobaczyłem, że wiedza, sztuka i muzyka, zawarte tam hakują system i przywraca pamięć, i pierwotne siły.

Reklamy

CO TO JEST ROZMIAR?

W swojej książce opisywałem zdarzenie z dzieciństwa, jak coś mnie naszło, kiedy byłem sam, i zadało mi kilka pytań, a jedno z nich brzmiało: „Co to jest rozmiar?”.

W swoich ostatnich podróżach w coraz to głębsze obszary zobaczyłem, że inżynieria genetyczna, tworzenie związków, połączeń tachionów i tym podobnych najmniejszych cząsteczek, to jest tak zwany „pikuś” dla wyższych istot. To, co dla nas jest „cudem” dla nich to elementarne, dziecinnie proste działanie. To technologia, jakiej jeszcze nie znamy. Opowiedziała mi o tym jedna z tych istot. I ta istota powiedziała, że oni, w swojej skali, też mają „problemy”, z tym że dla nas niepojęte, bo nawet nie jesteśmy w stanie zrozumieć o co chodzi, jeśli nawet prostym językiem będą mówić o swoich „problemach”.

Przypomniały mi się wtedy słowa Jezusa:

Ew. Jana 16:12, Biblia Warszawska
Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie;

Słowo „problemy” celowo piszę w cudzysłowie, ponieważ to moje, ludzkie podejście do pewnych tematów, wymagających wyższej inteligencji, by je rozwiązać, często ludzie określają pewne zdarzenia jako problemy, niechciane zdarzenia, nielubiane i jest w człowieku takie podejście, by jak najszybciej pozbyć się problemów.
Oni nie mają problemów w takim znaczeniu.
Oni mają inny styl życia i inne podejście do życia.
Oni żyją i te tzw. „problemy” są dla nich ekscytujące, są jak świeże powietrze, jak dopływ nowej energii życiowej. Oni mają inne podejście do tego, co my określamy trudnościami.
Nawet trudno mi jest opisać to, co widzę.

W ich skali, rozmiarze, to nad czym się głowią jest stylem i częścią ich życia.
Nie spieszą się, nie myślą: „Ojej, trzeba szybko naprawić sprawę i po kłopocie, uff udało się, luzik”.

Oni kompletnie żyją na potwornie wyższym poziomie świadomości, wydaje mi się, że nawet nie jest to nadświadomość, a raczej jeszcze coś więcej.

Kiedy mi ta osoba przedstawiała swoją skalę, dała za przykład człowieka, jego styl życia, i porównała go z myszą polną.
Dwa całkiem odrębne, różnorodne style życia.
Po prostu jest przepaść pomiędzy nami ludźmi a myszami.
Współżyjemy z myszami na jednej planecie, ale nie dążymy do wzajemnych relacji i zrozumienia, ponieważ jest to niemożliwe dla ludzi.
Pewne jednostki ludzkie przyglądają się życiu myszy polnej, a potem dzielą się swoimi spostrzeżeniami z innymi ludźmi i to tyle.
Po części jest też i tak w naszych relacjach z tymi istotami.
W swoich ostatnich podróżach, głębszych kontaktach z tymi istotami, zobaczyłem jakby coś, co ta istota w mgliście zrozumiały dla mnie sposób pokazała, że ona i jej podobne istoty, jakie kontaktują się z człowiekiem na Ziemi, są to jednostki małej organizacji pewnej rasy istot. Pokazała mi ta istota, że ona jest jakby, porównując do nas, naukowcem, jednym z przedstawicieli ich rasy i żebym nie spoglądał na ich rasę przez pryzmat tej istoty. To jak Kolumb był tylko reprezentantem kultury europejskiej i nie zawsze to, co robił i prezentował sobą było odzwierciedleniem kultury i stylu życia Europy.

Stałem na przeciw tej istoty i rozmawiałem właśnie o tym i wtedy pojawił się lekki uśmiech na twarzy tej istoty, uśmiech na nakładce, jaką te istoty stosują w kontaktach z nami ludźmi.
Nakładka to taki rodzaj ubioru, by upodobnić się do tego, z kim się kontaktujemy. My ten wzorzec myślenia przejęliśmy i przebieramy się za przedstawicieli dzikiej zwierzyny, by zbliżyć się jak najbardziej do dzikiej zwierzyny i nie wywoływać popłochu.
Oni to istoty bezcielesne, które w kontaktach z nami nakładają nakładkę, byśmy się czuli, że jesteśmy podobni, oswajają nas, byśmy nie wpadali w popłoch.
No ale wracając do istoty i jej uśmiechu, kiedy tylko uśmiech się pojawił to, co było za tą istotą jakby zafalowało i zobaczyłem przez chwilę jej cywilizację.
Powiedziałem sobie: „ożeż ty”.
Obraz szybko zniknął.
Zrozumiałem, że istota u nich zajmuje jakieś tam podstawowe miejsce w ich społeczności.

Przypominają mi się tutaj 2 wersety z Biblii.

Pierwszy to, co pisze o jego pozycji w jego świecie.

Ew. Łukasza 7:28, Biblia Warszawska
Powiadam wam: Nikt z tych, którzy się z niewiast narodzili, nie jest większy od Jana, lecz najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od niego.

Drugi werset mówi jakby o tym, co zobaczyłem za nim, kiedy się uśmiechnął w swojej nakładce.

1 List do Koryntian 2:9, Biblia Warszawska
Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują.

Oczywiście pewni religijni ludzie postrzegają ten werset bardzo płytko.
Ja rozumiem, że to, co jest przygotowane to, co istnieje, bo zależy jak się tłumaczy, to co jest niedostępne obecnie dla człowieka ani przez myśl ani przez uczucie, to będzie udziałem ludzi o pewnym poziomie świadomości.

Przez chwilę zobaczyłem tylko jakby sens. Zobaczyłem, że on jest jakby naukowcem pewnej sekcji, która jest częścią komórki, która jest elementem organizacji, która jest podgrupą grupy tworzącej w połączeniu z innymi grupami coś na kształt cywilizacji, rasy. To jak część składowa jakiejś firmy, czy narodu.

Kiedy to zobaczyłem, pomyślałem sobie: oj nie chcę być w skórze ludzi religijnych, bo będą mieli potworne zaskoczenie, szok totalny, kiedy staną przed obliczem prawdy, a ta nie pozwoli upaść na kolana, bo nie toleruje takiego zachowania i wydziela pewien rodzaj spakowanej wiedzy, i w jakiś sposób dociera to w mgnieniu oka do umysłu człowieka, i człowiek w mig pojmuje swój status, status tego, co mu się chce pokazać i w mig wie, że nabyte na Ziemi zachowania, stosunek do „Boga”, tutaj są niemile widziane i traktowane jako przejaw „chamstwa” i braku obycia. Obecnie na Ziemi jak w jakimś rezerwacie, miejscu, gdzie można robić co się chce, tutaj traktuje się pewne sprawy jako cuda i czyni się różne dziwne nieracjonalne rzeczy, które wyglądają w oczach podobnie myślących jako pobożność i powszechnie mniema się, że to, co się robi podoba się Bogu.

Oczywiście myślałem w ten sposób stając przed tą istotą, a te myśli to była reakcja na to, co doświadczyłem przed chwilą.
Nagle zorientowałem się, że ta istota widzi moje rozważania, jestem dla nich jak otwarta książka, wszystko w jakiś sposób widzą.
To tak, jakby mieli bardziej rozwinięty wzrok i widzieli nie tylko tak jak my światłem słonecznym, ale też i jego niewidzialnym spektrum, które oświetla nasze wnętrze, nasz stan umysłu, ducha, nasze myśli, marzenia, pragnienia itp. itd.
Więc zorientowałem się, ze ta istota doskonale widzi moje rozważanie na temat reakcji ludzi religijnych na to, co zobaczą, i wtedy ta istota zacisnęła lekko usta i wzruszyła ramionami w geście „no cóż, co człowiek sieje, to i żąć będzie”.
Jednocześnie zobaczyłem inny „grymas”, mówił wyraźnie: „Nie przejmuj się, poradzimy sobie i z tym, większe „problemy” mieliśmy, a ten to „pikuś”.

Poprzez te doświadczenie zobaczyłem, że rozmiar, skala jest nieskończona.
Dla dziecka w piaskownicy jego problemy to problemy życia i śmierci, dla dorosłych to „pikuś”. Dla dorosłych ich problemy to kwestia życia i śmierci, dla wyższych istot to „pikuś” itd. itd.

Przypomina mi się werset o skalowaniu wyższych istot, tzw. zarządców ziemskich, mających czuwać nad rozwojem życia na Ziemi.

Ks. Kaznodziei Salomona 5:7, Biblia Warszawska
Jeżeli widzisz, że w kraju ubogi jest gnębiony i że prawo i sprawiedliwość są gwałcone, nie dziw się temu, bo nad wysokim czuwa wyższy, a jeszcze wyższy nad tamtymi.

Kiedy widzę skalę, to pobudza mnie do jeszcze większej wolności i pojawia się lekkie pragnienie suwerenności z integralnością.

Powstaje we mnie ochota stać się suwerennym, wznieść się ponad system i patrzeć na niego, ogarnąć temat, jak orzeł ogarnia teren patrząc z góry, szybując nad łąkami i lasami.

Jakoś to wszystko wydaje mi się częścią systemu świata i powstaje taki oddech we mnie, jak po zażyciu jakichś odświeżających mentolowych cukierków. Zadowolenie świeżości i chęć bycia ponad systemem.

Nie odrzucam tej chęci, zachęcony słowami Jezusa
Ew. Jana 16:33, Biblia Warszawska
… Ja zwyciężyłem świat.

Raczej traktuję tą chęć jako drogowskaz.

PODRÓŻ W UKRYTE ŚWIATY

Planów i tematów do opisania miałem wiele, ale wszystko uległo zmianie.

„Życie to struktura dynamiczna, podlegająca ciągłym zmianom”,
tak powiada mój znajomy, który obecnie przechodzi koszmar w swoim życiu, ale za nic nie chce spojrzeć na świat tak, jak jemu proponuję. Trzyma się mocno swoich, nabytych od innych ludzi, poglądów.
Bardzo cierpi, ale za nic nie wyrzeknie się swojego spojrzenia na świat.
Takie podejście gwarantuje cierpienie i bezsens oraz porażkę.

Też przechodziłem przez taki okres w swoim życiu, ale cierpienie szybko otworzyło mi uszy i oczy.
Obecnie, od kilku lat, nie muszę już w ten sposób mieć otwieranych oczu lub uszu.

Pozwoliłem świadomie, by działała we mnie ciekawość i chęć postępu oraz dążenie do doskonałości, a to wszystko nasycone rozsądkiem.
Eksploruję światy niedostępne dla ludzi bez odwagi, ale dostępne dla ludzi wolnych od mniemań, religijności, ateizmu.
Takie cechy jak ciekawość i odwaga oraz silna świadomość umożliwiają mi kontakt z istotami, które żyją innym „stylem życia”.
Dlatego wycichłem i nic nie piszę.
To, co pisałem zostało podniesione do n-tej potęgi.
Pokazuje mi się cele i sens istnienia ludzkości na poziomach, jakich do tej pory nie widziałem.
Żeby to opisać, to musiałbym napisać grubą książkę, a na to nie mam czasu, bo ciągle dochodzą nowe dane.
Tak jak pisałem w poprzednich wpisach, przechodzę swój osobisty okres szkoleniowo-treningowy na Ziemi i obecnie jest to bardzo intensywny okres. Ograniczyłem kontakty ze znajomymi do minimum.
Bardzo dużo czasu poświęcam na rozmyślania i kontakty z innymi wymiarami, światami czy warstwami.
Praktycznie bez przerwy mam z nimi kontakt, nawet w tej rzeczywistości ziemskiej.
Czasem z kimś rozmawiam i jestem bezradny wobec jego problemów, ale towarzyszące mi istoty trafnie określają przyczynę problemów i widzę jak taka osoba w mig staje się szczęśliwa.
Patrzę na to i myślę sobie, ja gadam i gadam, i nic, a tu taka istota powie kilka słów i efekt jest piorunujący.
Wobec tego, po co ja gadam?
W dużym skrócie powiem wam, że zobaczyłem głębiej to wszystko, co opisywałem wcześniej.
Stało się to dla mnie bardziej zrozumiałe.

Teraz widzę sens cierpienia, bólu.
Teraz rozumiem dlaczego te same istoty, albo istoty z tej samej powiedzmy rasy pilnują, by na Ziemi nie zabrakło cierpienia, bólu, gwałtów, morderstw, chorób psychicznych, wojen, przestępczości i wszelkiego tego, na co mówi się „zło”.
Teraz widzę wyraźnie, że to wszystko pochodzi jakby z jednego i ma swoje cele i znaczenie.
To, co powiedzmy jest złe, nie dotyczy mnie, ja to obserwuję u innych, sam jestem wolny od tego, bo myślę inaczej, oświecony światłem żyjących.
A to światło to świadomość, która mi się poszerza i poszerza, i ona trzyma z dala to co złe, odpycha jak jedna ze stron magnesu drugi magnes, jak tylko zbliżą się do siebie.
Często widzę jak coś mi chce zagrozić i to coś pod wpływem mojej nabytej świadomości po prostu traci wigor, swoją moc i ucieka ode mnie.

Wracając do nowych danych.
Na początku nowe wiadomości trochę przygniatają, ale potem oswajam się z nimi i stają się proste, i mam je, potocznie mówiąc, w małym palcu.
Trapi mnie jedna myśl, dlaczego jednych oświecają, a innych nie?

Przypomina mi się taki werset z Biblii.

List do Rzymian 9:15, Biblia Warszawska
9:15 Mówi bowiem do Mojżesza: Zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, a zlituję się, nad kim się zlituję.
9:16 A zatem nie zależy to od woli człowieka, ani od jego zabiegów, lecz od zmiłowania Bożego.

Te istoty, które mi pomagają, nie wiem dlaczego to robią.
Raczej postrzegam, że nie są zainteresowane mną, a rozmawiają ze mną, bo je „widzę i słyszę”.

A dlaczego widzę i słyszę?
Ponieważ nauczono mnie być odważnym i śmiało stojącym w obliczu Niepojętego.
Wyposażono mnie w ciekawość i odwagę, pragnienie postępu i szczerość wobec siebie.
Nie dbam o swoje wygody psychiczne i jak widzę jakieś ułomności u siebie, to nie oszukuję się tylko robię „operację na otwartym sercu”, grzebię w sobie uczciwie, aż znajdę „zator”. Usuwam go nawet jeśli jest to jakaś przyjemność, ale jeśli przeszkadza mi, to usuwam ją i tutaj przypomina mi się taki werset, oczywiście są to parafrazy, jest tutaj mowa o tym, co nas zatrzymuje, z czym się zżyliśmy i się utożsamiamy:

Ew. Mateusza 18:9, Biblia Warszawska
A jeśli cię oko twoje gorszy, wyłup je i odrzuć od siebie; lepiej jest dla ciebie z jednym okiem wejść do żywota, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego.

Ew. Mateusza 18:8, Biblia Warszawska
Jeżeli więc ręka twoja albo noga twoja cię gorszy, utnij ją i odrzuć od siebie; lepiej jest dla ciebie wejść do żywota kalekim lub chromym, niż mając obydwie ręce lub obydwie nogi być wrzuconym do ognia wiecznego.

Sztuką jest to widzieć.
Wielu wydaje się, że widzi, ale oni widzą tak, jak w tym wersecie.

Ew. Mateusza 7:3, Biblia Warszawska
A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?

Wiec zmieniam się i modyfikuję.
Pragnienie postępu i rozwoju, zmierzanie do doskonałości jest tak silne, że uznaję za śmiecie i szumy zakłócające wszystko to, co tak wielu ludzi kultywuje jako święte, ale w rzeczywistości jest wiezieniem dla nierozsądnych i przesądnych oraz religijnych, a także ateistów.
To, co inni uznają za wartości cenne, a nawet święte, ja uznaję za śmiecie.
Zwyciężam ten świat ze swoim stylem życia.

Zobaczyłem to wyraźnie, jak odbyłem ostatnią moją podróż i poznałem „styl życia” innych istot, które zarządzają tym, jak będziemy się ubierać, czyli mają wpływ na modę, co będziemy jeść, upodobania żywieniowe, co jest modne w tym sezonie, jakie samochody, mieszkania nam się podobają itp. itd.

Pomimo ciągłych zmian i postępu, postaram się regularnie opisywać to, co przechodzę.

Wiele razy już pisałem i ponawiam: nie jestem nauczycielem, prorokiem, czy jakimś guru.
Opisuję to, co doświadczam sam w swoim życiu, tutaj na Ziemi, i traktuję te wpisy jako raport z moich doświadczeń i badań nad osobowością ludzką, i powiązaniami człowieka z otaczającym go wielowymiarowym światem.

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: