Serdecznie witam wszystkich! Strona ta przeznaczona jest tylko dla ludzi odważnych, śmiało stojących w obliczu NIEZNANEGO, nie bojących się NIEPOJĘTEGO, wolnych od ludzkich wyobraźni i mniemań na temat duchowści i Boga oraz celu naszego istnienia. Strona ta nie jest przeznaczona dla zniewolonych tradycją ludzką oraz tych co nie poszukują uczciwie PRAWDY. Tutaj są umieszczone informacje od bezcielesnych, wielowymiarowych ISTOT ŚWIATŁA na temat nadchodzących REWOLUCYJNYCH zmian ŚWIADOMOŚCI ludzkości pomagających w osiągnięciu celu naszego obecnego przeznaczenia, DOSKONAŁOŚCI. Osiągnięcie statusu istoty SUWERENNO-INTEGRALNEJ.

BŁĘKITNE DZIECI

Ten wpis jest kontynuacją poprzednich wpisów.
Miałem już gotowy wpis, ale trafiłem na taką informację w internecie, którą uznałem, że zaprezentuję w tym wpisie na początek.

Przypadkowe odkrycie.

Pierwszym, który rozpoczął badania nad infradźwiękami był francuski naukowiec dr Vladimir Gavreau, który w roku 1957 wraz z zespołem rozpoczął pracę w Elektroakustycznym Laboratorium w Marsylii. Początkowo zadaniem zespołu było konstruowanie zdalnie sterowanych robotów i automatów, ale przypadkowe odkrycie całkowicie zmieniło profil prowadzonych przez nich badań. Pracujący w wielkim betonowym budynku naukowcy od czasu do czasu odczuwali dziwne dolegliwości: nudności, bóle głowy i ogólnie złe samopoczucie. Wezwani na pomoc lekarze nie potrafili stwierdzić, gdzie tkwi przyczyna tego stanu rzeczy. W trakcie badań zaobserwowano, że tajemnicze dolegliwości ustają po zamknięciu okien. W związku z tym przyjęto, że przyczyną mdłości była „emisja jakichś gazów”. Podjęto więc drobiazgowe przeszukanie całego budynku. Bez rezultatu. Ostatecznie znaleziono źródło złego samopoczucia. Okazało się, że winien jest wentylator. Odkryto, że niewłaściwie zainstalowany wentylator wytwarzał pewien rodzaj wibracji powodującej dziwne dolegliwości. Tajemniczość tego zjawiska zainteresowała zespół dr Gavreau. Kiedy próbowano zmierzyć parametry akustyczne emitowanego dźwięku, okazało się, że jest on tak niski, że żaden mikrofon nie jest w stanie go zarejestrować. Gdy w końcu udało się zmierzyć dźwięk, odkryto, że jego podstawowy ton ma częstotliwość siedmiu herców i wcale nie ma dużej mocy. Drgający z małą częstotliwością silnik wymuszał drgania rezonansowe w dużym, betonowym budynku, a to miało bezpośredni wpływ na samopoczucie pracujących tam ludzi. Wyjaśniono też, dlaczego zamknięcie okien powodowało ustanie dolegliwości. Okazało się, że w zależności od tego czy okna były otwarte czy zamknięte powodowały zmianę ogólnego profilu budynku, podnosząc lub obniżając intensywność tonu wytwarzającego wibrację.

Niebezpieczne eksperymenty.

Dr Gavreau odłożył na bok konstruowanie robotów, a zajął się eksperymentowaniem z infradźwiękami. Pierwsze urządzenie wykonane przez jego zespół wyglądało jak ogromna piszczałka organowa. Długość jej wynosiła 22,5 metra, a średnica 1,8 metra.

Wykonano dwa rodzaje piszczałek: w pierwszej do wytworzenia dźwięku zastosowano sprężone powietrze, a w drugiej napędzany mechanicznie tłok. Obie testowano na zewnątrz budynku. Badacze znajdowali się w dużej odległości od nich, umieszczeni za ochronnymi, dźwiękochłonnymi ścianami.

Mimo iż piszczałki działały tylko przez kilka sekund, dr Gavreau i jego współpracownicy o mało nie przypłacili eksperymentu życiem, a stojący w pobliżu budynek niemal zamienił się w kupę gruzu. Do tragedii nie doszło tylko dzięki jednemu z techników, który w porę wyłączył zasilanie piszczałek. Skutki działania infradźwięku okazały się przerażające. Tuż po włączeniu urządzenia ogromna ciśnieniowa fala powietrza natarła na naukowców obejmując ich ciała potwornym uściskiem. Na skutek nacisku na oczy i uszy wystąpił u nich nieznośny, tępy ból całego ciała. Po chwili potężny grzmot zakołysał i poruszył masywną konstrukcją budynku przeznaczonego do testów.

Dr Gavreau i jego współpracownicy byli chorzy przez kilka dni. Jeszcze przez długi czas po eksperymencie występowały u nich skurcze mięśni, zawroty głowy i łzawienie oczu. U niektórych nastąpiły uszkodzenia organów wewnętrznych: serca, płuc, żołądka i otrzewnej. Gdyby w porę nie wyłączono zasilania piszczałek, z pewnością ciała naukowców zostałyby rozerwane. Na szczęście w warunkach naturalnych infradźwięki nigdy nie występują w tak zabójczym nasileniu. Skutki tego doświadczenia spowodowały, że dr Gavreau zaczął wytwarzać infradźwięki o mniejszej mocy. Wpływ, jaki infradźwięki wywierają na organizmy żywe i materię nieożywioną skłonił go do badań w kierunku zastosowania ich jako broni defensywnej.

Broń infradźwiękowa.

Pierwsze wzmianki o infradźwiękowej broni można znaleźć w Biblii. Stary Testament w 6 rozdziale księgi Jozuego opisuje zdobycie przez Izraelitów miasta o nazwie Jerycho. Czytamy tam, że miasto to silnie obwarowane, długo stawiało opór Izraelitom. Wtedy siedmiu kapłanów, obchodząc mury, zatrąbiło siedem razy w siedem trąb. Na dźwięk owych trąb, zwanych Trąbami Jerychońskimi, mury popękały i runęły, a oblegający bez trudu zdobyli miasto. Eksperci dokładnie opisali reakcję organizmu ludzkiego na infradźwięki w zakresie częstotliwości od 1 do 100 herców. Przy częstotliwości 100 herców występują umiarkowane mdłości, zawroty głowy, zaczerwienienie skóry i mrowienie w całym ciele. W miarę obniżania częstotliwości narastają niekorzystne objawy. Przy częstotliwości 60 herców występuje kaszel, ucisk podmostkowy, trudności w oddychaniu i silne bóle głowy i żołądka. Obniżenie częstotliwości poniżej 40 herców powoduje kompletne zaburzenie orientacji przestrzennej, zaburzenie ostrości widzenia, dławienie, brak poczucia równowagi i koordynacji mięśni oraz stopniową zapaść systemu oddechowego. Tuż przed utratą świadomości stwierdzano także spadek sprawności manualnej, bełkotliwą mowę, wzrost pulsu o 40 procent i inne objawy charakterystyczne dla stanu przedśmiertnego. Śmierć następuje przy około siedmiu hercach. Te właściwości infradźwięków stały się przyczyną do wykorzystania ich jako broni. Z wojskowego punktu widzenia broń taka byłaby niezwykle skutecznym orężem. Nakierowana na pole bitwy nie tylko unicestwiłaby żołnierzy wroga, ale z łatwością niszczyłaby mury obronne oraz wnętrza czołgów i wozów bojowych przeciwnika. Co gorsza, nie towarzyszyłyby temu żadne dźwięki, a taką machinę wojenną trudno byłoby zlokalizować.

Infradźwiękowe generatory przenoszone mogłyby być przez zdalnie sterowane roboty i niszczyłyby wszystko w promieniu od 5 do 10 kilometrów. Taka broń mogłaby być równie skuteczna w powietrzu. Infradźwiękowe wiązki mogą omiatać niebo z dużą dokładnością niszcząc napotkane cele z podobną skutecznością jak na ziemi. Jest prawie pewne, że niektóre państwa mają już w swoim arsenale broń infradźwiękową.

Według informacji opublikowanych przez pismo „The Weekly Telegraph” armie państw wysoko uprzemysłowionych są w posiadaniu tzw. bomb akustycznych wytwarzających fale dźwiękowe bardzo niskiej częstotliwości, podobne do tych, które powstają podczas trzęsień ziemi. Fale te powodują bardzo silne mdłości, zakłócają równowagę i wyrządzają szkody w zabudowaniach.

Jak się chronić?

Takie pytanie zadał świat nauki.
Jak się chronić przed czymś, co nie można ekranować i przenika wszystko, dosłownie wszystko?

Przedstawię swoje własne doświadczenie z dźwiękiem.

Zatytułowałem wpis BŁĘKITNE DZIECI, ponieważ trafiłem w jednym z przekazów Plejadian, że dzięki ich wsparciu narodzą się na Ziemi dzieci, tzw. BŁĘKITNE DZIECI.
Cytuję fragment ich przekazu:

Błękitne dzieci będą fenomenalne. Ich świadomość będzie niezwykle cenna – będą żywym złotem, przechadzającym się pomiędzy wami. Odmienią wibrację wszystkich ludzi. Zmieni się przepływ twórczej siły. Wszystkie społeczności będą uważały, że spotyka je najwyższe szczęście, ponieważ mają w swoim gronie błękitne dzieci – cennych członków rodzin i społeczności. Powrócą jako ucieleśnienia miłości. Wskażą drogę i połączą was z pozostałymi społecznościami na całym świecie.

Nawet najbardziej kulturalny i uprzejmy, sympatyczny, miły, inteligentny mieszkaniec Ziemi, w porównaniu do BŁĘKITNYCH DZIECI jest chamem, gburem i prostakiem.

To będą istoty o potężnej aparycji wywołujący nieopisany zachwyt i podziw. Nie pozwolą, by ludzie przy nich czuli się gorsi. Więcej, wyzwolą potężną nadzieję, że my ludzie też możemy być tak kulturalni, wyedukowani i mądrzy, być jak oni.
Haczyk tkwi w tym, że mają w tym swój interes. To sofistyka a nie kultura.
Jednak nie o tym chcę pisać.
Kilka lat temu powiedziano mi, że dożyję czasów kontaktu z tymi istotami i będę z nimi walczył.
Rick Joyner wiele lat temu zapowiadał, że widział przyszłość ludzkości i że na Ziemię zstąpią „aniołowie” i będą chodzić naszymi ulicami.

Przystąpię teraz do opisu wydarzenia z gatunku exterioryzacji , jakie doświadczyłem w tzw. OOBE lub po polsku w PO ZA.
Oficjalna nauka nie potrafi tego dowieźć, ale wiem, że pewne armie na Ziemi mocno w tym się szkolą, w głębokiej tajemnicy, a jednak są przecieki. W Biblii jest to stan normalny tylko nie opisany tak naukowo. Biblia opisuje przykład proroka, który doznawał PO ZA i dowiadywał się o pewnych tajemnicach.

Zauważyłem, że wyższe istoty lubią korzystać z tej formy komunikacji.
Skupmy się na doświadczeniu.

Jestem na Ziemi, w przyszłości. Ludzkość ma inny charakter, jest bardziej szczęśliwa, beztroska, niesamowicie ufna i wesoła. Stan ludzkości został wywołany przez wpływ grupy ludzi, którzy narodzili się i w wieku młodzieżowym zjednoczyli się ze sobą, i wywarli potężny wpływ na sposób myślenia ludzi. Z wyglądu niczym się nie różnili od normalnych ludzi. Różnica i to bardzo duża była widoczna, kiedy otwierali usta i rozpoczynali rozmowę. Niesamowita inteligencja, kultura, uprzejmość, uśmiech, aparycja, itp. itd.
Widząc ich prawdziwe intencje, oficjalnie prezentowałem moje wypowiedzi we wszelkich mediach. Co wywoływało konsternację i złość u ludzi. Ale BŁĘKITNE DZIECI nie pozwoliły na to, by ludzie ziemscy zrobili mi krzywdę, bo nauczały szacunku do każdego zdania i rozwiązywania wszelkich sporów i konfliktów tylko na drodze dialogu.
BŁĘKITNE DZIECI nawiązały przed mediami i światem bardo uprzejmy, o bardzo wysokim poziomie sofistyki, dialog.
A że na sofistyce się znam doskonale z innych doświadczeń i zapach sofistyki wyczuwam na kilometry, więc rozpoczęła się bitwa intelektualna. Za każdym razem przegrywali i z uśmiechem schodzili z pola bitwy.
BŁĘKITNE DZIECI brzydziły się przemocą, a jednak coś chciały ze mną zrobić tak, by zamknąć mi usta i by świat o mnie nie pytał ani ich nie podejrzewał o nic. Bardzo dbali, by w społeczeństwie nie było narzekań, podejrzeń i wątpliwości.
Dzięki swojej pracy wyeliminowali taki stan mieszanej świadomości i podnieśli społeczeństwo na wyższy poziom skoncentrowanej na pozytywnym myśleniu świadomości, jednak technologia świadomości, jaką dawali, była okrojona i wzbudzali w ludziach ślepe zaufanie, naiwność, łatwowierność. Takimi ludźmi łatwo manipulować.

Jednak jakoś „dopadli” mnie.
Następnie widziałem pomieszczenie.
Wprowadzili mnie i czułem ich konsternację i obawy, wcześniej tego rodzaju wibracji nie przejawiali.
Bali się mnie zabić, bo wiedzieli, że poza ciałem będę silniejszy, nawet sam o tym nie wiedziałem. Za to ich umysły były dla mnie otwarte i wiele się z tych umysłów dowiedziałem. Postanowili mnie uwięzić w dźwięku.
Wprowadzili mnie na środek pomieszczenia, uruchomili coś i poczułem, że coś podnosi mnie do góry na jakieś 50 cm. Coś jakby wibrowało pod ramionami. Jakby ktoś niewidzialny złapał mnie od tylu za łokcie i podniósł je równolegle do ziemi i tak zawisłem.
Potem w koło mnie pojawił się dźwięk, jakbym znalazł się w rurze o średnicy 2 m i długości 3 m, taka kapsułka jak walec, zakończona na dole i górze zamknięciem, wszystko hermetyczne zbudowane z dźwięku.

Dźwięk był niesłyszalny, ale przeraźliwy ból wywoływał w ciele. Jakby całe ciało się rozpadało, wibrowało i zaraz miało eksplodować, jakby dentysta wiercił mi we wszystkich zębach na raz, jakby rozcinano mnie żyletkami, palono ogniem, rozrywano kończyny. Zorientowałem się, że tylko ja słyszę ten dźwięk. Oni stali na zewnątrz kapsuły. Ściany kapsuły wyglądały jak powietrze rozgrzane latem na autostradzie, falowały i lekko zniekształcały obraz. Jakbym widział oczami po raz pierwszy dźwięk.
Umysł doznawał takiego rozproszenia i porażenia wibracji, że wszystko zaczynałem zapominać. Jednak jak wchodziłem do tego pomieszczenia, poczułem w sobie wibrację i ujawnił się, dostrzegalny tylko mi, mój NAVIGATOR i szepnął słowa Jezusa: „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”.
Wtedy, kiedy byłem w tej kapsule dźwięku, nagle dostałem natchnienie, które zamieniło się w głos, który mówił mi:
Nie stawiaj oporu dźwiękowi, pozwól, by cię przeniknął, a ty wniknij w niego, rozpłyń się w nim, pokochaj go, rozkoszuj się nim, otwórz się na niego całym sobą, wchłaniaj każdą molekułą ten dźwięk.”

No i tak zrobiłem, wtedy nastąpiło coś dziwnego, bardziej wchłaniałem dźwięk i pozwalałem mu, by mnie przenikał bez oporu, nie wydałem ani jednego jęknięcia. Patrzyłem na grupkę tych chłopców stojących i śmiejących się, rozmawiających ze sobą, zobaczyłem, że coś wywołało u nich konsternację. Ich umysły były dla mnie otwarte. Zobaczyłem napływający jak poranny deszcz strach, który ich ogarniał. Na takie emocje i doznania te dzieci nie były przygotowane.
Zastanawiali się dlaczego nie wiję się z bólu ani nie jęczę. Widziałem ich spojrzenia.
W tym czasie „po nitce do kłębka” wnikałem w dźwięk i im bardziej wnikałem w niego, tym bardziej byłem spokojny i wibracje ustawały, aż zrobiła się cisza i zobaczyłem samego siebie sprzed 30 lat jak w słoneczny dzień opalam się z rodzicami nad rzeką. Zobaczyłem mojego ojca rozebranego, mającego na sobie tylko kąpielówki, jak się do mnie uśmiecha i poczułem jak mnie kocha i lubi, wtedy obraz zniknął i zobaczyłem w tym dźwięku, który stał się ciszą, zobaczyłem ludzką twarz OJCA, BOGA OJCA, który wywołał we mnie wspomnienie z dzieciństwa mojego kontaktu z ziemskim ojcem. Zrozumiałem, że ja i dźwięk staliśmy się jedno. Powietrze falowało, a ja zasymilowałem dźwięk i spletliśmy się nawzajem. Powoli osunąłem się na ziemię na oczach zaskoczonej młodzieży. Dla zmyłki i jak to ja mówię „dla jaj”, wykonałem ruch obiema rękami jakbym rozsuwał zasłonę i wyszedłem z tej tuby dźwięku.
Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.
Dźwiękiem poraziłem ich układ nerwowy odpowiedzialny za ruch i unieruchomiłem ich. Mogli ruszać rękami, głową, ale nogi nie ruszały się w ogóle. Stali jak wryci, przybetonowani. Nogi mieli jak ze stali, falowały im i od dołu do góry przechodził co chwilę jakby ruch, przypominający ruch gorącego powietrza nad rozgrzaną sawanną.
Chcieli mnie dźwiękiem więzić, dźwięk stał się mną, a ja nim, a jednak byłem nadal z krwi i kości.
Usłyszałem ich przerażony krzyk: „musimy o tym rodzicom powiedzieć”.
Całe doświadczenie się skończyło.
Siedziałem wtedy przy stole i kiedy to się skończyło, to czułem się jakbym doznał wibracji całego ciała. Jakbym przejechał na rolkach po kostce kilka kilometrów.

Rozważałem całe doświadczenie i zapamiętałem ten stan, jakby mnie ktoś nauczył jak traktować dźwięk tak, by nie wyrządzał nam szkody, tylko byśmy się nim posługiwali.
Każdy niech sam wyciągnie wnioski.

Ja zrozumiałem, już dawno zorientowałem się, że stawianie oporu i szukanie ucieczki przed strachem, lękiem, bólem itp., potęguje je do n-tej potęgi, a nie stawianie oporu i pozwolenie na penetrowanie siebie, bez jakiejkolwiek obawy, powoduje, że stajemy się jak powietrze i to na nas nie działa i jak wnikamy w to, wtedy może uda nam się zobaczyć twarz osobową tego czegoś.
Zorientowałem się, że świadomość, a może to już nadświadomość, panuje nad wszystkim. Bo wyraźnie świadomie zapanowałem nad tym dźwiękiem. Świadomie zdecydowałem się, że nie będę traktował dźwięku jak coś bolesnego i ciężkiego, nieznośnego. Taka świadomość podsyca tylko destrukcyjną siłę dźwięku. Jakby dźwięk podróżował na niskich emocjach, a opanowanie, otwartość powodowały, że nie ma w co uderzać i traci swoją moc. Jakby rozpoznawał, że ktoś większy go ogarnia i tłumi jego działanie. Jakby wchłania go w siebie.
Potem robiłem na sobie doświadczenia.
Słuchałem z takim samym nastawieniem upierdliwe dźwięki, jakie wiem jak wywołać i przestawały one być upierdliwe.
Im bardziej je asymilowałem, to po chwili ustawał aż całkiem ustał dźwięk.
Tak samo zacząłem robić doświadczenie z bólem w ciele, zacząłem się na nim koncentrować, nie, że boli i chcę, by nie bolało. Ja penetrowałem ten ból z ciekawością, jakbym go chciał doświadczyć, nasycić się nim, a on ustał nagle.
Na tym zakończę mój raport z doświadczenia z dźwiękiem.

W następnym wpisie opiszę praktycznie co robię, by utrzymywać kontakt z tymi wyższymi wibracjami.

Chmurka tagów

%d bloggers like this: